Baśń o trzech siostrach – część II

LINK DO CZĘŚCI 1: https://www.asadura.pl/basn-o-trzech-siostrach-czesc-i/

Zolta ze zdumieniem odkryła, że za drzwiami nikogo nie było. Z lękiem rozejrzała po podwórzu, ale jej wzrok napotkał tylko trawę i drzewa.
Spojrzała na drzwi i otworzyła szerzej oczy. Na klamce połyskiwał wyraźnie złoty pył.
– Och! – zakryła dłonią usta.
Wróciła do pokoju. Przez chwilę się wahała, patrząc na siostry, ale wiedziała, że powinność to powinność. Wiedziała, że będzie musiała użyć magii, żeby je obudzić, ale trudno.
Pochyliła się i potrząsnęła Rusą za ramiona. Posłała jej delikatny impuls, co sprawiło, że kobieta otworzyła gwałtownie oczy.
– Wstawiaj – powiedziała, odwracając się do Naktysy – ty też. Wzywają nas.
– Niemożliwe. Przewidziało ci się – burknęła Rusa – i jeszcze nas budzisz!
– Kiedyś w ogóle nie spałyśmy, tyle miałyśmy roboty!
– Ciiiszej – Naktysa przetarła oczy – czemu nas budzisz?
– Zostałyśmy wezwane.
O dziwo, Naktysa od razu uwierzyła w słowa Zolty.
– Jest pył na klamce?
– Tak – odpowiedziała Zolta, kierując się w stronę drzwi. Otworzyła je. W świetle słońca złoty pył lśnił tysiącem rozbłysków, oślepiając przebudzone kobiety.
– Masz rację – Rusa wyskoczyła z łóżka jak oparzona.
Na twarzy Zolty pojawił się radosny uśmiech.
– Rozumiecie to? Będziemy mogły zacząć nić w czyimś domu!
Tak dawno nikt ich nie wzywał na narodziny, że zdążyły już zapomnieć, jaki był proceder. Wyszły przed dom, złapały się za ręce i czekały, dopiero po chwili przypominając sobie o złotym pyle. Każda z nich podeszła do klamki i chwyciła trochę pyłu w dłonie. Roztarły go i ponownie złapały się za ręce. Teraz już wiedziały dokąd mają się udać.
Pojawiły się nagle na ruchliwej ulicy przed starym wieżowcem. Otrzepały suknie, ukradkiem spoglądając na wysoki budynek.
– I co teraz? Skąd będziemy wiedziały, które to mieszkanie? – Naktysa była jak zwykle sceptyczna.
– Zdamy się na magię – odpowiedziała Zolta, która zawsze wierzyła w powodzenie ich przedsięwzięć.
Weszły do wieżowca i ruszyły w wędrówkę po schodach. Na każdym piętrze się zatrzymywały i dokładnie rozglądały, ale w żadnym z miniętych mieszkań nikt nie zdawał się ich oczekiwać.
I nagle, na ostatnim piętrze, trafiły na uchylone drzwi. Zolta aż przyklasnęła w dłonie, ale czoło Naktysy wciąż było zmarszczone.
Ku zdumieniu sióstr, w mieszkaniu nie zastały noworodka z matką, za to niemal wdepnęły w nastolatków siedzących na podłodze.
Rusa się wyprostowała, a jej oczy pociemniały.
– To wy nas wzywaliście?
Wszystkie pary oczu wlepiały się w nie z niedowierzaniem.
– Naprawdę przyszłyście – wyrwało się którejś dziewczynie, po czym zasłoniła usta dłonią.
– Wyjaśnijcie to – warknęła Naktysa, podchodząc bliżej.
Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu odezwał się jeden z chłopców.
– To przez Gośkę, naczytała się jakichś bzdur o słowiańskich wierzeniach… Uznała, że wystarczy wezwać rodzanice, a one przybędą do nowonarodzonego dziecka. Nawet jeśli nie ma noworodka.
Oczy Naktysy zrobiły się czarne niczym smoła, a włosy Rusej płonęły żywym ogniem.
W dawnych czasach nikt nie ośmieliłby się nas wezwać dla zabawy, pomyślała Zolta z bólem.
– Oczywiście wiem, że nie jesteście boginiami, tylko Gośka was skombinowała, żeby wyjść na swoim – kontynuował chłopak – to w końcu tylko stek bzdur.
Naktysa pstryknęła palcami. Pojawił się przed nią kołowrotek. Oczy chłopaka rozszerzyły się.
– Myślisz, że jakaś byle sztuczka mnie przekona? – powiedział, ale jego głos stracił swoją zuchwałość.
– Och, chłopcze, myślisz, że ja chcę cię przekonać? – Naktysa chwyciła nić z kołowrotka – nie, nie. To nić twojego życia. Zamierzam ją przeciąć.
Jedna z dziewczyn zerwała się na równe nogi, blada jak kreda.
– Nie! Proszę – chwyciła chłopaka za ramię – nie zabijajcie go!
Chłopak tylko prychnął, wyrywając rękę z uchwytu dziewczyny.
– Skończ już ten teatrzyk – warknął – proszę bardzo, tnij sobie – zwrócił się do Naktysy.
Naktysa trzymała już w dłoni złote nożyce. Wpatrywała się w chłopaka z zagadkowym wyrazem twarzy.
– Wiesz co? Może sam ją przetniesz – powiedziała, dając mu nożyce.
– Nie! – Zolta chwyciła ją za nadgarstek – żartujesz? Wtedy nie trafi do Nawii! Jego dusza będzie się wiecznie błąkać po Ziemi!
– To jest śmieszne – prychnął chłopak, wyrywając Naktysie nożyce i przecinając swoją nić.
Najpierw nic się nie działo. Chłopak roześmiał się, ale po chwili śmiech ugrzązł w jego gardle. Upadł na podłogę, rzucając się w konwulsjach. W końcu zamarł nieruchomo z otwartymi, martwymi oczami.
– Nieee! – wrzasnęła dziewczyna, która wcześniej próbowała go powstrzymać.
Rzuciła się na Naktysę. Przycisnęła ją do ściany, zaciskając palce na jej gardle.
Naktysa wytrzeszczyła oczy, ale zamiast próbować z nią walczyć, wysunęła ręce na boki. Zolta i Rusa to zrozumiały. Chwyciły jej dłonie i razem przeniosły się z powrotem do swojej chatki.
Zanim zamknęły za sobą drzwi, Naktysa – wciąż dysząc – wyrwała klamkę od zewnętrznej strony.
– Idziemy spać – powiedziała – wszystkie.
– Wszystkie? – głos Rusy zadrżał – ale przecież jak zaśniemy wszystkie…
-…to świat pogrąży się w chaosie. Tak – Naktysa kiwnęła głową – myślę, że nasz czas dobiegł końca. Ten świat na nas nie zasługuje.
Ledwo wypowiedziała te słowa, jak jej oczy się zamknęły, a głowa spoczęła na poduszce.
Zolta i Rusa popatrzyły na siebie, przestraszone i niezdecydowane.
– Ona ma rację, Zolta – Rusa usiadła na łóżku, a jej powieki zaczęły opadać – czas na nas.
W końcu została już tylko Zolta, ze świadomością, że żadna magia nie obudzi już teraz jej sióstr. Łzy płynęły po jej twarzy, kiedy siadała na samym brzegu łóżka. Nagle jej głowa stała się bardzo ciężka. Musiała ją opuścić na poduszkę.
– Żegnajcie – westchnęła, zanim zapadła w wieczny sen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *