Baśń o trzech siostrach – część I

Na wysokim, starym łóżku spały spokojnie dwie kobiety. Jedna miała włosy złociste jak promienie porannego słońca, a druga ogniście rude, w kolorze nieba, gdy słońce już zachodziło.
Trzecia z nich, o włosach czarnych, przeplecionych srebrnymi nitkami, siedziała, wyraźnie już znużona, przy jednym z wielu kołowrotków znajdujących się w mieszkaniu. Zdawało się, że kołowrotków było bardzo dużo, ale w rzeczywistości było ich jeszcze więcej – tak wiele, że trudno było je zliczyć. A jednak jakimś cudem każda z trzech kobiet potrafiła wspaniale nad wszystkimi panować.
Czasami trzeba było spleść razem dwie nicie. Czarnowłosa lubiła najbardziej splatać te, które do siebie nie pasowały – na przykład złotą z miedzianą – na przekór swoim dwóm towarzyszkom, które zdecydowanie pilnowały kolorystycznego rygoru. „To nie jest zabawka”, upominały ją z wyraźnym niezadowoleniem, choć przecież była najstarsza z nich. Pierwsza przecież była noc, a dopiero potem dzień, ale one zdążyły już o tym zapomnieć na przestrzeni wieków.
– Czas się zmienić, siostro – złotowłosa przeciągnęła się, siadając na łóżku.
– Dobrze – westchnęła czarnowłosa, ostrożnie odkładając nić na bok – tej nocy przecięłam sporo nici.
– Czy to było konieczne? – złotowłosa zmarszczyła czoło, co dziwnie kontrastowało z jej dziecięcą, pyzatą buzią.
– Tak, niestety. Rusa przecięła jeszcze więcej w czasie swojej pracy.
– Ależ co się stało? – złotowłosa usiadła naprzeciw siostry.
– Wczoraj doszło do katastrofy – z oczu kobiety popłynęły łzy – na Śląsku. W telewizji mówili, że zawaliła się hala. Rusa musiała poprzecinać nici. Ja też musiałam. I myślę, że tobie też przypadnie w udziale kilka przecięć.
Z oczu złotowłosej też płynęły łzy, ale pokiwała głową.
– Dobrze – wyszeptała i przejęła nić od siostry.
Czarnowłosa podniosła się z krzesła, długą suknią zamiatając podłogę. Dopiero po chwili zwróciła uwagę na pokłady kurzu, które ją przykrywały.
Były czasy, gdy wszystkie trzy miały ręce pełne roboty. Na zmianę pilnowały istniejących już nici i pojawiały się w domostwach, wzywane przez ludzi do ucztowania z okazji narodzin dziecka. Wtedy nowe nicie zaczynało się zaplatać ich domach, nie musiały tego robić u siebie. Gdy nić była przerywana, a człowiek umierał i był palony, kołowrotek płonął razem z nim i nie zagracał dłużej ich mieszkania. Teraz miały masę kołowrotków, które już dawno nie były używane i gdyby nie magia, nie mogłyby ich pomieścić w domu. Nikt ich już nie wzywał na narodziny dziecka. Naktysa nie pamiętała już, kiedy ostatnio w ogóle wychodziła na dwór.
W końcu usiadła na łóżku. Jak zawsze, gdy to robiła, poczuła nieprzemożoną senność. Zanim zdążyła pomyśleć cokolwiek więcej, zasnęła na szesnaście godzin tak mocno, że trudno byłoby ją zbudzić.
Zolta została więc sama, uważnie przędząc nić. Jako jedyna lubiła w czasie pracy oglądać telewizję, która pewnego dnia po prostu zjawiła się w ich domostwie. Bogowie chcieli dotrzymywać kroku ludziom, nawet jeśli ci już dawno o nich zapomnieli.
Dziewczyna – trudno było nazwać tak młodo wyglądającą osobę kobietą – z bólem patrzyła w ekran, na którym pokazywano obrazy z wczorajszej katastrofy. Zolta była najwrażliwszą z Rodzanic. Najbardziej lubiła zaczynać nową nić, a najmniej – przecinać te, które już istniały. Rusa z kolei wolała zaplatać dwie nici razem i najbardziej ze wszystkich sióstr lubiła śledzić poczynania ludzi. Naktysa specjalizowała się w przecinaniu nici. Jedynie w takich trudnych dniach jak dziś bolało ją to, co musiała robić. Nie było jednak na to remedium. Każdy miał swój los do dźwigania, nawet boginie. Nic ich nie mogło już zaskoczyć.
W chwili, gdy ta myśl przewinęła się Zolcie przez umysł, ktoś zapukał gwałtownie w drzwi ich domku. W drzwi, które ostatni raz otworzono setki lat temu.
Zolta zamarła. Drżącymi dłońmi odłożyła nić na drewniany stolik i poszła przekręcić klucz.

~ . ~

Ostatnia słowiańska baśń bardzo wam się podobała, a ponieważ dobrze mi się pisze takie magiczne historie w te zimowe wieczory – postanowiłam napisać jeszcze jedną taką opowieść. Tym razem jest ona w dwóch częściach. Druga się pojawi w następny poniedziałek 🙂

*Rodzanice to – w słowiańskiej mitologii – trzy boginie-siostry ludzkiego losu. Ich zadaniem było prząść nić ludzkiego losu. Niektóre źródła podają, że ich utożsamieniem były trzy Zorze – wieczorna, poranna i północna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *