Baśń o waśni

Daleko za górami i morzami, w kraju zwanym Polską leży las Bełdowski. Jest to las, do którego ludzie niechętnie się zapuszczają. Nie ma tam wydeptanych ścieżek, a strzeliste drzewa o bujnych koronach zazdrośnie strzegą ściółki przed światłem. Jest to las, który wiele widział i wiele słyszał.
W lesie tym mieszka pewna istota, która nigdy go nie opuszcza. Nosi wiele imion, z których najbardziej lubi „leszy” – nazwę szeleszczącą jak wiatr, nad którym może panować na swoich ziemiach. Wiele polskich lasów pozbawionych jest już swoich borowych. Wygnani przez ludzi, opuścili swoje ziemie, tracąc moc i życie z chwilą, gdy przekraczali granicę ludzkich osad.  
Las Bełdowski jest jednym z ostatnich, który zachował swojego pana. Na przestrzeni wieków, ludzie traktowali ten las z takim samym lękiem i szacunkiem. Łatwo było się w nim zgubić, ale jeśli leszy był wędrowcy przychylny, to wychodził z niego cało i zdrowo.
Leszy widział w swoim lesie różnych ludzi. Widział myśliwych, polujących na zwierzynę wbrew jego woli i drwali, ścinających drzewa, o które dbał od malutkiego nasionka. Widział kobiety zbierające zioła w dawnych czasach, oraz dzieci bawiące się na samym skraju lasu.
Czas upływał dla lasu jednostajnie, cyklicznie budząc go do życia i usypiając. Gdy leszy był już sędziwy jak jego ziemie, do lasu wtargnęli ludzie. Nie był to pierwszy raz, gdy tam obozowali, więc leszy nie przejął się zbytnio, strasząc ich tylko co jakiś czas żmijami albo drapieżnymi sępami. Ludzie zdawali się jednak nie przejmować trudnościami i oporem, jakie stawiał im las. Zaczęli budować w nim stały obóz.
Najpierw leszy przymknął na to oko, widząc, że nie niszczą przy tym drzew i nie wybijają zwierząt. Używali tego, co leżało na ściółce, z kamieni, patyków i błota budując ogromny mur. Las nie zna czasu tak jak człowiek, więc trudno stwierdzić, jak długo trwała budowa całego obozu. Dla leszego było to niewiele więcej niż mgnienie oka, długość jednego uderzenia widmowego serca.
Po raz pierwszy leszy zaniepokoił się, gdy do obozu przybyło dużo ludzi i wieczorem tego dnia rozpalili ognisko. Nie był to mały, nieśmiały ogień, kilka płomieni podrygujących nerwowo do muzyki wiatru. Ognisko było wielkie, sięgało wysoko i płonęło odważnie, jasno i arogancko, zwęglając leśną ściółkę i liżąc gałęzie krzewów. Leszy, pomimo siwej brody, poczuł, jak burzy się w nim gniew. A więc tak, sam Raróg skłania ludzi do takich działań? Leszy się nie bał Raroga, gdyż wiele już razy pokonał go w swoim borze. Wiedział jednak, że nie ma już młodości i sił, które dawniej pozwalały mu przegnać wroga. Tym razem musiał go pokonać podstępem. A podstęp wymagał czasu.
Leszy dość opieszale szukał pomysłu na zemstę, do czasu, aż Raróg dopuścił się karygodnej zniewagi – ludzie, omamieni jego zdradliwym szeptem, wnieśli do lasu broń palną. Myśliwi, którzy dawniej zapuszczali się w las ze strzelbami mogli liczyć na gniew leszego, ale było to nic w porównaniu z tym, co zawładnęło nim teraz. Zrozumiał, że musi wypędzić obozowiczów. Nie przejmował się, czy ujdą z lasu z życiem, czy nie. Demony i bogowie, z natury nieśmiertelni, nie przejmują się kruchością ludzkiej istoty.
Jak mu się to udało? Czy wezwał wiatr i zwierzynę leśną, by wygnała człowieka z boru? Nie tym razem. Leszy przekonał wrogów obozowiczów – w sposób możliwy tylko dla istot magicznych – aby najechali na nich i stoczyli z nimi walkę, którą, był tego pewien, obozowicze musieli przegrać.
Tak też się stało. Czy ci ludzie przeżyli, pytacie? Niektórzy tak, inni nie. Wielu zostało rannych, krwią spłacając dług, który zaciągnęli wobec leszego, gdy naruszyli jego puszczę. Opuścili jednak las, czyniąc go na nową głuchym i zamkniętym na człowieka.
Co to był za obóz? Co za waśń przyniosła nań zgubę? To już inna opowieść, w której nie ma miejsca na magię, leszego i Raroga. To opowieść ludzi i tylko ludzi. Zbyt daleko już odeszli od wierzeń przodków, by w ich historii mogło się znaleźć choćby trochę magii.

Mam nadzieję, że to opowiadanie, choć nietypowe dla mnie i pisane w innym stylu, niż piszę na co dzień, było dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Po raz pierwszy od wielu lat w mojej fikcji pojawiła się magia.

A teraz wasza kolej: jak sądzicie, co to była za kłótnia, przez którą na obóz najechali wrogowie? W jakich to się mogło dziać czasach? Jak wyglądała ta historia z punktu widzenia ludzi, którzy mieszkali wówczas w obozie? Jestem ciekawa waszych pomysłów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *