Grubaska

Nie jest łatwo mi pisać na ten temat, ale to opowiadanie stworzyłam czując ogromną wdzięczność. Wdzięczność za to, że moja historia potoczyła się inaczej, niż historia głównej bohaterki. Walka o samego/samą siebie zawsze jest warta podjęcia.

Na dużej, oświetlonej czerwcowym słońcem murawie biegały dzieci, truchtem pokonując już trzecie okrążenie szkolnego podwórka. Na końcu wężyka biegła mała Ula, dysząc ciężko i marząc tylko o tym, żeby ta mordęga już się skończyła. Szybko jednak zreflektowała się, czując na sobie spojrzenie nauczycielki od WF-u. Przyspieszyła mimo palącego bólu w łydkach, przerażona, że kobieta znowu będzie wyśmiewać ją przy innych dzieciach. Po zakończeniu ostatniego okrążenia dzieci stanęły w gromadce. Nauczycielka wskazała spośród nich dwóch kapitanów drużyn i pozostawiła im przyjemność wyboru zespołu do gry w dwa ognie. Oczywiście Ula została sama, na środku boiska, jako ostatnia i przy okazji nieparzysta osoba. Było jej bardzo przykro, ale nie była zaskoczona, bo tak było za każdym razem. Przyjaźniła się tylko z dwoma osobami z klasy i żadna z nich nie była kapitanem drużyny. Nauczycielka postanowiła zaradzić tej sytuacji, zrzucając na Ulę rolę sędziego.
Tak Uli minęła kolejna lekcja wychowania fizycznego. Był to jedyny przedmiot, z którego dziewczynka nie miała piątki. Przy odbieraniu świadectwa westchnęła ponuro, patrząc z żalem na długą listę piątek zwieńczoną paskudną, wielką tróją na samym dole.
Kilka lat później sytuacja nie miała się dużo lepiej. Ula była w trzeciej klasie gimnazjum. Tego dnia ubrana była w pstrokaty zestaw, który nijak nie pasował ani do jej figury, ani wieku: miała na sobie długą do ziemi, szarą spódnicę z wełny oraz jaskrawo-pomarańczowy golf. Marzyła o ładnych ciuchach, noszonych przez inne koleżanki, ale rodziców nie było stać na nowe ubrania, więc nosiła stare łachmany po ciotkach i mamie.
– Ej, Ulka – odwrócił się do niej chłopak z ławki obok ze złośliwym błyskiem w oku – zoperowałaś sobie cycki, żeby były takie wielkie?
Ula nic nie odpowiedziała, tylko zacisnęła zęby. Oczywiście, piersi miała naturalne, ale przecież nie mogła ich pokazać temu kretynowi tylko po to, żeby jej uwierzył. Po chwili westchnęła ciężko, kładąc na pustym siedzeniu koło siebie zniszczoną torbę szkolną. Przynajmniej swojej wiedzy była pewna. Dzięki ciężkiej pracy, z której czerpała zresztą prawdziwą przyjemność, miała najlepsze stopnie w klasie. Tego dnia, odpowiadając na wszystkie pytania zadane przez polonistę, poczuła dziwną ulgę – jakby w ten sposób udowodniła, że ona też jest coś warta.
– Ale z ciebie Hermiona – zaśmiała się któraś z uczennic, mijając ją w drzwiach.
– Dziękuję – Ula zamrugała szybko, zdziwiona tym komplementem.
– Chyba mnie nie zrozumiałaś. Z drugiej strony, nawet cię rozumiem – powiedziała dziewczyna z udawanym współczuciem – jakbym była taka gruba i brzydka, to też starałabym się nadrobić wymądrzaniem się.
Dopiero na poziomie liceum Ula przestała przejmować się tymi uwagami. Być może stało się tak, ponieważ ich ilość się drastycznie zmniejszyła. Pozostali uczniowie z rocznika Uli zrozumieli w końcu, że warto w niej mieć sojusznika, a nie wroga. Lubiła pomagać w nauce i tłumaczyć zawiłe matematyczne wzory. I tak oto, z osoby znienawidzonej, stała się kimś wręcz popularnym – każdy chciał się z nią przyjaźnić. Nabrała nawet trochę pewności siebie, dzięki czemu postanowiła się w końcu odważyć i umówić z chłopakiem, który od dawna bardzo jej się podobał. Nazywał się Tadek, był wysoki, czarnowłosy i od dawna przyjaźnił się z Ulą. Jednak gdy w końcu padło owo ważne pytanie, otaksował ją tylko wzorkiem i rzucił:
– Sorry, Ulka, lubię cię, ale jesteś za gruba. Koledzy by się ze mnie śmiali.
To był dzień, w którym siedemnastoletnia Ula postanowiła – po raz pierwszy w swoim życiu – przejść na dietę.
Nie była głupia – wiedziała od dawna, że głodzenie się nie jest skutecznym sposobem odchudzania. Udała się do lekarza po poradę, ale ten powiedział jej tylko, że w tym wieku nie może się odchudzać, oraz że jej waga jest prawidłowa. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, bo wiedziała, że lekarz i tak jej nie zrozumie. Postanowiła zacząć odchudzać się na własną rękę. Zaczęła od zmniejszenia swoich śniadań – od tego czasu jadła o połowę mniej owsianki niż poprzednio. Postanowiła także zrezygnować z obiadów, na które dostawała od mamy pieniądze. W porze obiadowej kupowała sobie jedynie jabłko, pozostałą gotówkę zaś odkładała. Na kolację zjadała dwie kanapki z chudą wędliną, czasami dorzucając do tego jogurt. Jasne, była głodna, ale wiedziała, że tak będzie. W końcu musiała mieć żołądek rozepchnięty do granic możliwości.
Była przerażona tym, do jakiego stanu się doprowadziła. Z obrzydzeniem spoglądała na szerokie biodra i obfite piersi, na masywne uda i małą fałdkę tłuszczu, która lubiła się pojawiać na brzuchu, gdy tylko Ula siadała. Mimo tego, jeśli miała być ze sobą szczera, jej dieta nie przebiegała zbyt gładko – nawet jeśli w ciągu dnia nie jadła niemal niczego, to często wieczorem nie mogła się powstrzymać przed zjedzeniem ogromnych ilości słodyczy. Potem było jej niedobrze i wymiotowała. W zasadzie była zadowolona z tych wymiotów, przynajmniej nie przybierała na wadze od lodów i czekolady. A kiedy zjadła za mało, żeby zwymiotować, wyszukiwała w szafce z lekarstwami tabletek, które pomagały na zaparcie. Potrafiła ich połknąć naprawdę dużo. Nie zawsze była pewna, czy to bezpieczne, ale miała gwarancję, że nie przytyje od zjedzonego jedzenia.
Tym sposobem rok później Ula ważyła o dziesięć kilogramów mniej.
Nie było tego jednak widać przez luźne, obszerne ubrania, które nie skurczyły się przecież wraz z dziewczyną. W związku z tym, Ula w wakacje postanowiła zrobić użytek z odłożonych pieniędzy i sprawić sobie nowe ubrania. Te, które sobie wybrała, były do niej idealnie dopasowane – przylegały do ciała podkreślając chude ręce, wklęsły brzuch i wąską talię. Niestety nogi i biodra Uli nadal były większe niż większości licealistek, które chodziły z nią do szkoły. Dziewczyna postanowiła więc dalej się odchudzać, ale to szybko okazało się trudne, ponieważ zaczął się rok maturalny. Ula nie miała czasu zbytnio zwracać uwagi na to, co je, ani o jakich porach. Nie udało jej się już zrzucić ani kilograma więcej.
Gdy minęło Boże Narodzenie i skończyły się ferie świąteczne, dziewczyna postanowiła spróbować po raz drugi swojego szczęścia w matrymonialnej loterii. W końcu sporo urosła i schudła od ostatniego razu, a nawet zaczęła się ostatnio malować. Jednak i tym razem dostała kosza.
– Ula – powiedział Tadek, przystając koło niej ze zdumieniem – przecież ci mówiłem, że nie.
– Ale ja schudłam! – powiedziała z wyrzutem, marszcząc czoło – nie jestem już gruba!
– Nadal jesteś grubsza od dziewczyn z klasy – Tadek wzruszył ramionami – posłuchaj, ja wiem, że ty się bardzo starałaś, ale genów nie oszukasz. Widocznie jesteś skazana na taki wygląd. Poza tym od roku mówisz tylko o tym. Nawet gdybyś była ładna, to nie chciałbym chodzić z tobą i ciągle słuchać o tym, ile ważysz i co dzisiaj zjadłaś.
Oczy Uli zaszkliły się, ale nie pozwoliła sobie uronić ani jednej łzy.
– I co, całe życie będę sama?! – ryknęła na niego, nie przejmując się już pozostałymi uczniami, którzy przyglądali się tej kłótni.
Tadek, teraz już rozeźlony tym, że zrobiła z niego pośmiewisko, postanowił dopiec jej do samej kości.
– Zrozum w końcu, że zawsze będziesz tylko grubaską!
Odwrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając dziewczynę samą na środku korytarza.
Trochę później, kiedy była już na studiach, Uli udało się poznać kogoś, kto ją polubił taką, jaką była. Przez wiele miesięcy podchodziła do Czarka nieufnie. Nie rozumiała, jak może chcieć ją dotykać, jak może ją przytulać i nie czuć obrzydzenia. Wszystko wskazywało na to jednak, że faktycznie ją lubił. Po roku czuła się już zupełnie pewnie w swoim związku, chociaż nadal wiedziała, że skoro nie zasłużyła na nagrodę w postaci dobrego chłopaka, to bardzo łatwo może go stracić.
Mniej więcej po półtora roku poczucie pewności prysło. Ula i Czarek wybrali się razem na imprezę, gdzie jeden z kolegów przyprowadził ze sobą zjawiskową szatynkę. Gdy tylko ich minęła, uśmiechając się do nich pogodnie, Czarek aż westchnął z wrażenia.
– Ale bomba – powiedział, nieświadomy tego, że świat osoby stojącej tuż obok niego właśnie legł w gruzach.
Ula uznała, że nie ma szans wyglądać, jak tamta dziewczyna – była po prostu za brzydka – natomiast mogła schudnąć, żeby mieć lepszą figurę.
Następnego dnia dziewczyna podjęła rozpaczliwą walkę ze swoim ciałem. Trudno zliczyć, który to był raz. Ważne jest to, że był to ostatni raz.
Tym razem Ula nie tylko nie jadła, postanowiła także zapisać się na siłownię. Chodziła na nią codziennie, a gdy nie mogła iść, ćwiczyła intensywnie przez przynajmniej godzinę w domu. Zmniejszyła ilość spożywanych kilokalorii do ośmiuset dziennie, a gdy nie przestrzegała diety, karała się dodatkową godziną treningu. Jej oceny na uczelni obniżyły się znacznie, ale nie miało to znaczenia. Liczyło się tylko to, że robiła się chuda, chudsza niż kiedykolwiek.
– Wow – mówił Czarek, za każdym razem, gdy ją rozbierał i widział, jak jej talia robi się coraz węższa.
Któregoś dnia ubierając się, Ula zauważyła, że widać było jej żebra. Po wielu miesiącach udręki – w końcu wynagrodzenie. Schudła, naprawdę schudła! Teraz czuła, że nie straci już Czarka – jej ciało było idealne, nie zostawiłby przecież takiej dziewczyny.
Niestety krótko później Ula usłyszała, jak Czarek gorąco wychwala jakąś długonogą blondynkę z Hollywood, którą widział w jednym z filmów. Bliska załamania, przefarbowała swoje naturalne brązowe włosy na blond, ale wiedziała, że nie jest w stanie wydłużyć sobie nóg. Jedyne co mogła zrobić, to schudnąć jeszcze bardziej.
Kilka miesięcy później zasłabła na zajęciach na uczelni. Przyjechała po nią karetka, a w szpitalu jej przypadłość została zdiagnozowana jako anoreksja. Dziewczyna zaśmiała się, unosząc po chwili brwi.
– Panie doktorze, przecież ja jestem gruba! – powiedziała ostro, łapiąc się za skórę na przegubach i biodrach – proszę zobaczyć!
Lekarz jednak najwyraźniej był ślepy, ponieważ uparł się przy leczeniu jej. Oszukiwanie pielęgniarek, które przynosiły jej jedzenie było bardzo trudne, ponieważ te były wyczulone na takich pacjentów. Najgorsze jednak były dni, w których Ula musiała się ważyć. Mimo wszelkich starań waga dziewczyny rosła, wywołując u niej porażające uczucie paniki. W końcu postanowiła przechytrzyć lekarzy. Pozwoliła sobie przytyć nieco, potulnie współpracując z pielęgniarkami. Była także bardzo aktywna na terapii dla osób z zaburzeniami odżywienia. Po kilkunastu dniach została wypisana ze szpitala, a po powrocie do domu natychmiast narzuciła sobie ostry reżim głodowy. W końcu musiała zrzucić to wszystko, co przybrała w tym strasznym miejscu.
Niestety, następnym razem karetka już nie zdążyła.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Grubaska”