Nikola i Kajetan

Cześć! Mam dziś dla was jedno z kilku opowiadań, które pokazują losy bohaterów z „Chinopolu” (więcej o mojej książce). O głównej bohaterce książki, Helenie Trojańskiej, również napisałam już kilka słów. Tym razem mamy okazję poznać historię jej rodziców – Nikoli i Kajtka Trojańskich. W każdym z opowiadań zobaczycie także kawałek uniwersum „Chinopolu”. Zapraszam do lektury!

***

Przechodziłam płynnie pomiędzy snem a jawą w samochodzie, podczas gdy za oknami przewijały się nasłonecznione pola pszenicy i rzepaku. Otwarte okno nie dostarczało powiewu, o którym marzyłam – gwarantowało natomiast regularne podmuchy gorącego powietrza. Wyciągnęłam zmiętą chusteczkę z kieszeni i otarłam nią skronie.
– Nika? Śpisz?
– Hmm…? – jęknęłam – próbuję nie zemdleć, jeśli o to pytasz.
– Nie przesadzaj – oburzył się tata – to ja cię w dzień wolny zabieram na wieś…
– Nie prosiłam o to. Wolałabym zostać w domu.
– I spotykać się z tymi głupimi dziewuchami?
– Nie mów tak o nich – teraz byłam już wściekła – całe życie chcesz mi ustawić! Będę się przyjaźnić, z kim mi się spodoba.
– Nie, nie będziesz. Tacy przyjaciele nie zrobią wrażenia na twoim przyszłym mężu.
– I przez to lubię ich jeszcze bardziej – syknęłam, po czym uznałam, że nie było sensu go już dłużej słuchać.
Oczywiście, ojciec coś krzyczał o tym, że miałam szczęście, że nie musiałam pracować w fabryce itd. Szybko wplotłam to w szum lasu i drogi, nie chcąc się jeszcze bardziej denerwować.
Ojciec uważał, że miałam duże szczęście, a ja – że sam fakt bycia młodą kobietą w tym czasach był po prostu tragedią. Odkąd Chińczycy skolonizowali Polskę, kobiety zostały ubezwłasnowolnione. Kiedy szłam do szkoły po raz pierwszy w 2018 roku, nic nie zapowiadało, że nie zostanę astronautką – tak, jak to sobie wymarzyłam. A teraz siedziałam w tym dusznym aucie, w ostatnie lato przed maturą i zamiast zastanawiać nad wyborem uczelni i studiów, próbowałam uniknąć konieczności wyjścia za mąż.
– Wysiadamy – warknął tata, gdy nagle zatrzymaliśmy przed dużym, wiejskim domem. Nigdy wcześniej tu nie byłam: tata zwykle sam jeździł po jajka i nabiał do państwa Trojańskich.
– Panie Patryku, cieszę się, że pan bezpiecznie dojechał – z domu wyszła urocza kobieta w wieku mojej mamy – ach, i przywiózł pan córkę!
– Tak, to Nikola. Pomyślałem, że świeże powietrze dobrze jej zrobi – powiedział, ale nie dałam się na to nabrać.
– Proszę wejść. Zostaniecie Państwo na obiad, prawda?
– Och, nie chciałbym przeszkadzać…
– Ależ proszę nie żartować. Zapraszam tylko chcianych gości – pani Ola uśmiechnęła, po czym odwróciła do mnie – ile masz lat?
– Dziewiętnaście. Bardzo tu ładnie – powiedziałam szybko, chcąc odwdzięczyć się za miłe przyjęcie – po raz pierwszy jestem na wsi.
Pani Ola znowu się uśmiechnęła.
– Kajtek! – krzyknęła nagle i zerknęła na mnie ciepło – mój syn cię oprowadzi, w czasie gdy ja się rozliczę z twoim tatą. Co ty na to? O, to właśnie jest Kajtek – pani Ola kiwnęła głową w stronę schodów do domu.
Nie zdążyłam się odwrócić – chłopak sam do mnie podszedł i uścisnął moją dłoń, potrząsając nią zamaszyście. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Był bardzo przystojny i – co z pewnością działało na jego korzyść – rozebrany od pasa w górę. Z ubolewaniem myślałam o wielu warstwach ubrań, które z przyzwoitości musiałam nosić pomimo upału. Ten chłopak z pewnością nie musiał znosić takich tortur. Nawet szorty, bardzo krótkie na jego długich nogach, były cienkie. Wyglądał na starszego ode mnie.
Mój tata spojrzał się na niego w niezbyt przychylny sposób, ale chyba nie chciał robić przykrości pani Oli, bo nic nie powiedział. Po chwili zniknął razem z nią za progiem domu.
– Jak się nazywasz? – zapytał chłopak ciepłym głosem.
– Nikola – uśmiechnęłam się, czując, że dzień może jednak nie będzie stracony – a ty Kajtek, tak? Ile masz lat?
– Dwadzieścia trzy – odwzajemnił uśmiech – chcesz się przejść po naszych polach? Byłaś kiedyś na wsi?
Pokręciłam głową.
Ruszyliśmy na około domu. Z tyłu stała mała szopa, a za nią – niewidoczna zarazem z domu, jak i z ulicy – stała duża huśtawka ogrodowa. Zwróciłam na nią uwagę, ponieważ siedziały tam dwie osoby – chłopak i dziewczyna pogrążeni w namiętnym pocałunku. Poczułam, jak rumieniec oblewa mi twarz i szyję.
– Nie przejmuj się, to tylko mój brat i jego dziewczyna – Kajtek uniósł brwi – migdalą się po kątach od kilku dni, myśląc, że mama nie wie, a przecież mama nie jest głupia.
– Twoja mama wydaje się bardzo fajna – z ulgą złapałam się tego tematu.
– No, chyba jak większość mam – Kajtek uśmiechnął się – twoja nie jest fajna?
– Niezbyt – westchnęłam – chce… ach, nieważne.
– Nie, nie – nagle spoważniał – powiedz. Zmartwiłaś się.
To było dziwne, rozmawiać z kimś obcym o tak intymnych sprawach. Zupełnie nie czułam, jakbym dopiero co go poznała. Miał coś takiego w oczach – jakbym go znała od małego dziecka.
– Moja mama chce mnie zmusić do poślubienia pewnego mężczyzny. A ja nie chcę za niego wychodzić.
– Och – westchnął chłopak, muskając dłonią zboża, pośród których błądziliśmy – no tak. To problematyczne. Chyba łatwiej być jednak chłopakiem w tych czasach.
– Chyba w każdych tak było, jak dotąd – parsknęłam – ale tak, teraz jest wyjątkowo kiepsko.
– Przykro mi. Nie da się temu zaradzić? Nie ma kogoś, kogo byś wolała? – zapytał, z niepewnością zerkając mi w oczy.
– Właśnie nie ma – westchnęłam – a ty? Czemu nie masz jeszcze żony?
– Tak wyszło – wzruszył ramionami – bardzo przydaję się rodzicom tu, na wsi. Nie pojechałem na studia, bo nie było ich stać. Od skończenia szkoły pomagam tacie na roli. Mama prowadzi biznes rodzinny – uśmiechnął się – jest bardzo przedsiębiorcza.
– Widziałam – próbowałam nie gapić się na niego za bardzo – a nie chciałbyś wyjechać do miasta?
– Nie wiem – zaśmiał się Kajtek – w mieście byłem tylko raz, gdy odbierałem dyplom maturalny. Łódź strasznie śmierdzi spalinami i fabrykami.
– Trudno zaprzeczyć.
– Usiądziemy? – Kajtek pokazał dłonią małą polankę, na której rosło mnóstwo niezapominajek.
Położył się na trawie, a ja, pochylając się, potknęłam się o sznurówki swojego buta i runęłam twarzą prosto w jego klatkę piersiową. Przez chwilę byłam zbyt oszołomiona, żeby się podnieść, ale gdy otrzeźwiałam, poderwałam się natychmiast. Musiałam być czerwona jak pomidor – czułam, że moja buzia jest gorąca.
– Przepraszam – wymamrotałam – bardzo mi wstyd za siebie.
On się tylko zaśmiał.
– Nie żartuj! Co za atrakcja, rzuca się na mnie piękna, miastowa dziewczyna – udałam, że nie usłyszałam komplementu – będę miał co opowiadać do końca życia.
Uniosłam brwi.
– Aż tak tu nudno?
– Ej –  zaśmiał się znowu – ja ci nie robię przytyków.
Rozmawialiśmy bardzo długo, aż słońce zaczęło zachodzić. Podobno wołali nas na obiad, ale nie słyszeliśmy. W końcu jednak w oddali zaczęła do nas machać mama Kajtka. Wstaliśmy. Już miałam ruszyć przed siebie, gdy Kajtek nagle objął mnie w pasie. Stał tuż za mną, jego usta przy moim uchu.
– Mogę cię pocałować? – wyszeptał.
Odwróciłam się i spojrzałam w jego oczy. Był w nich wesoły uśmiech i coś niespokojnego. Zanim zdążyłam się zastanowić, zbliżyłam swoje usta do jego ust. Smakował miętą i truskawkami. Zatraciłam się.
– Chodźmy – oderwał się ode mnie po chwili, ale gdy tylko ruszyliśmy, chwycił mnie za dłoń.
W drodze powrotnej głównie milczeliśmy. Kawałek przed domem puścił moją rękę. Nasi rodzice stali w pewnej odległości. Spojrzałam się na ojca i wszystko mi się przypomniało – ślub, matura, mieszkanie w Łodzi. Odwróciłam się do Kajtka.
– Odwiedź mnie w mieście, proszę – szepnęłam – ojciec mnie ze sobą więcej nie zabierze, za dobrze się tu bawiłam.
Kajtek uśmiechnął się lekko.
– Nie sądzę, żeby twoi rodzice chcieli mnie widzieć u siebie w domu.
– Mój tata pracuje całymi dniami, a mama odwiedza swoich rodziców w poniedziałki i czwartki po południu. Jutro też będzie jechać. Przyjedziesz? Codziennie jeżdżą pociągi. Jeśli tylko chcesz, oczywiście.
Kajtek milczał przez chwilę, wpatrując się we mnie.
– O piętnastej będzie dobrze?
Kiwnęłam głową. Podyktowałam mu adres kilka razy, dla pewności, żeby zapamiętał.
I faktycznie, następnego dnia przyjechał. Przyjeżdżał w każdy poniedziałek i czwartek. Chodziliśmy na lody, do biblioteki i na spacer do rezerwatu przyrody, który znajdował się w pobliżu mojego domu. Czytaliśmy razem książki, graliśmy w szachy. Kochaliśmy się. Wbrew temu, co sądziłam, tata zabrał mnie jeszcze kilka razy na wieś. Odnosiłam niejasne wrażenie, że pani Ola lubiła mnie coraz mniej z każdą wizytą – być może domyślała się prawdy. Wyglądała na bardzo bystrą.
Dwa miesiące później Kajtek mi się oświadczył. Nie mogłam spać z emocji, rozmyślając o tym, jaka byłam jednocześnie szczęśliwa i nieszczęśliwa. Nie wiedziałam, jak powiedzieć o tym rodzicom, ale byłam gotowa uciec z nim na koniec świata, jeśli to miałoby być konieczne.
Dwa tygodnie później wciąż nie chciałam im o tym mówić, ale teraz już musiałam.
– Zaczekajmy z tym jeszcze, aż znajdę pracę w Łodzi – nalegał Kajtek, ale tym razem pokręciłam głową.
– Nie możemy, Kajtuś – szepnęłam.
– Czemu? – zmarszczył brwi – przecież umawialiśmy się, że…
– Będziemy mieć dziecko – wymamrotałam, z przerażeniem czekając na jego reakcję.
Najpierw był w szoku, ale po chwili uśmiechnął się. Wiedziałam już, że wszystko będzie dobrze, choćby nie wiem co.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *