[Odcinek 5] Stare porachunki

Przyłożyła dłoń do ust, gdy tylko się odsunął. Nadal był tak blisko, że widziała księżyc odbijający się w jego oczach.
– Ja… ja… – wyjąkała, po czym zamilkła, czując, że każde słowa zepsułyby tą chwilę.
Dominik uśmiechnął się lekko i znowu ją pocałował.
Kręciło jej się w głowie, ale zdobyła się na odwagę i wyjąkała po chwili:
– Może chcesz wejść na szklankę wody?
Kiwnął głową. Czy zamierzał niczego nie mówić? To jej nie ośmielało. Jeśli już, to raczej odbierało jej niemal całą odwagę. Nie wiedziała, czego chciał, o czym myślał, czy pocałował ją pod wpływem impulsu, czy może pragnął tego od dawna.
Weszli do domu. Babci nie było – na pewno spała już od dawna. Po raz pierwszy odkąd tu zamieszkała, Krysia z ulgą myślała o tym, że babcia niedosłyszała. Na co dzień to utrudniało jej życie, bo trzeba było do niej głośno mówić i przechodzić do innego pokoju, jak chciało się z nią porozmawiać. Teraz jej problemy ze słuchem były prawdziwym błogosławieństwem.
– Moja babcia jest trochę głucha – powiedziała, czując się bardzo niezręcznie. Nalała mu wody i podała, czując, że ich dłonie stykały się nieco dłużej, niż było to konieczne. – Możemy rozmawiać normalnie, ona i tak nie usłyszy z piętra.
– Wiem, że niedosłyszy. Po prostu nie wiem, co mówić – wzruszył ramionami z niepewnym uśmiechem. – Ja… nie jestem w to najlepszy.
– Nie musimy być w to dobrzy – szepnęła Krysia.
Był tuż przed nią, ich usta dzieliły tylko pojedyncze oddechy, aż w końcu i one przestały ich dzielić.
Szepty nocy splatały się z ich cichymi, urywanymi słowami, aż rumiany świt uciszył je, przynosząc wytchnienie wraz z pierwszymi promieniami słońca.

*

– Halo, Krystynka! – Głos babci dobiegł zza drzwi, zbyt donośny i męczący, żeby go zignorować. – Dobrze się czujesz? Już jedenasta!
Krysia miała ochotę odpowiedzieć babci, że owszem, czuła się dobrze, a nawet cudownie, że tylko dzięki prawom fizyki nie unosiła się nad ziemią, chociaż stan jej uczuć zdecydowanie wskazywał na to, że powinna. Nigdy w życiu nie czuła się tak wspaniale, więcej – nigdy nie spodziewała się, że mogłaby się tak czuć. To było jak prezent na święta, których dotąd nie obchodziła. Na dodatek chciała te święta obchodzić codziennie. A najlepiej kilka razy dziennie.
Przestań o tym myśleć, nakazała sobie w duchu, czując, że babcia nie uwierzy w jej dobre samopoczucie, jeśli wyjdzie z pokoju z wypiekami na twarzy. Babcia niedosłyszała, ale wzrok miała wciąż zaskakująco dobry, nie wspominając nawet o nieomylnej intuicji.
W końcu wyłoniła się zza drzwi. Babcia zmarszczyła nos.
– Czym ty się wypsikałaś? Wodą kolońską po ojcu? – Zmarszczyła czoło. – I weź prysznic, bo jesteś cała spocona.
– Wiem, to przez upał. Słońce wpada do mojego pokoju od rana – powiedziała.
– Jakbyś się wcześniej wygrzebała, to byś się tak nie zgrzała – gderała babcia. – Musisz mi pomóc. Po południu przyjdzie Świerkowa po maść na bóle w kolanie i musi być gotowa, a ja już nie mam siły zbierać ziół w tym gorącu. Słabo mi się robi.
– Jasne – odparła Krysia ze skruchą. – Wezmę prysznic, przekąszę coś i idę. Zanim jednak udało jej się w tym stanie rozkojarzenia przygotować, dochodziła już dwunasta. Babcia zasnęła na fotelu z „Chwilą dla ciebie” rozłożoną na kolanach. Okulary zsunęły jej się z nosa.
– I kto tu za długo śpi – mruknęła Krysia do siebie, po czym uśmiechnęła się i wyszła do ogrodu.
Upał był wprost okropny, a rozgrzanego słońcem nieba nie przykrywała ani jedna chmurka. Krysia otarła pot z czoła. Gdy usłyszała dzwony bijące w kościele, wyprostowała się na chwilę, żeby sięgnąć po wodę.
I wtedy ją zobaczyła.
Najpierw dostrzegła tylko Świerkową, która upadła na ziemię. Zdążyła tylko wejść za furtkę i dojść na skraj ogrodu, skąd pewnie planowała zawołać Krysię. Nad Świerkową pochylała się wysoka, jasna postać, która wyglądała jak kościotrup owinięty białą, cienką skórą, z wypłowiałymi, długimi włosami na czaszce. W jednej z kościstych dłoni dzierżyła szczerbaty sierp o lśniącej krawędzi.
Krysia wrzasnęła, przerażona, a stwór skierował się w jej stronę. Płótno w kolorze kości słoniowej, które powiewało wokół zjawy, musnęło jej polik. Nie mogła się ruszyć, strach ją kompletnie paraliżował.
– Ciebie oszczędzę, ale musisz odpowiedzieć na moją zagadkę – powiedziała bełkotliwym głosem.
Krysia zdobyła się tylko na kiwnięcie głową. Znała tylko jeden sposób na południcę – cień – a ten znajdował się niedaleko, rzucany przez wielki orzech. Tylko jak miała się tam przesunąć? Jeśli choćby drgnie, południca się na nią zamachnie i będzie po niej.
– Zagadka brzmi tak: co nie żyje, lecz się rozrasta, i choć nie ma płuc, potrzebuje powietrza?
Krysia zamrugała oczami. To nie może być trudne, pomyślała rozpaczliwie, ale jednocześnie nie mogła zebrać ani jednej myśli. W głowie miała kompletną pustkę. Panika wdarła się do jej umysłu i nie chciała go opuścić.
– Krysia? – zawołała babcia nagle.
Południca odwróciła się, a Krysia skorzystała z okazji i rzuciła się w stronę cienia. Zjawa zmiarkowała jej zamiar i zamachnęła się na nią sierpem, ale chybiła. Wydała z siebie straszny okrzyk, zerwał się wiatr i otoczył ją wirem. Krysia cofnęła się bardziej, osłaniając twarz. Gdy ją odsłoniła, demon zniknął, a babcia zbliżała się do niej z groźnym spojrzeniem.
– Czyś ty na łeb upadła? W południe wyłazisz do ogrodu? Czy ja cię czegokolwiek nauczyłam? – krzyczała, wymachując ścierką. – Ubiłaby cię jak psa, ot co! Ufać ci nie można!
– Przepraszam – wymamrotała Krysia. – Ale zanim na mnie nakrzyczysz, trzeba wezwać pogotowie do Świerkowej.
– Nic jej nie jest, zemdlała od upału po prostu – powiedziała babcia. – Jak się ocknęła, to zobaczyła, że stoisz w ogrodzie i cała się trzęsiesz i nie reagujesz na wołanie. No to przyszła po mnie. Myślała, że może udar masz. Udar, też mi coś! O co cię pytał ten potwór?
– Ja… o ogień – olśniło ją nagle. – Zadała mi zagadkę, na którą odpowiedzią był ogień. Ale nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ją rozproszyłaś.
– Masz szczęście, że tak się stało – burknęła tylko babcia i żwawym krokiem wróciła do domu.
Krysia pochyliła się, żeby zerwać jeszcze kilka łodyg, gdy spostrzegła, że były już ucięte. Widocznie, gdy południca się zamachnęła sierpem, trafiła niektóre rośliny. To mogłam być ja, pomyślała ze zgrozą, wkładając do koszyka splątane łodygi.
W domu Świerkowa przyglądała jej się w pozycji półleżącej, w której to zalegała na babcinej kanapie. Babcia krzątała się po kuchni, ale Krysia z uprzejmości postanowiła się najpierw powitać z sąsiadką.
– Dzień dobry – uśmiechnęła się.
– Dobry jak dla kogo – westchnęła ciężko kobieta. – Żar się leje z nieba, że obieśmy osłabły. Ale ty, widzę, już się lepiej czujesz. Ach, ta młodość!
Krysia uśmiechnęła się tylko, nie wiedząc, co miałaby odpowiedzieć na to odkrywcze stwierdzenie.
– Ja wiem, co ty się tak cieszysz, kochana, nie myśl, że nie – powiedziała Świerkowa z przekąsem. – Widziałam, jak się o siódmej z domu chłopak wymykał. Wszystkie twoje prababki przekręcają się w grobach ze wstydu, ot co. Za moich czasów dziewczęta nie okrywały się taką hańbą! Kto to słyszał!
Krysia była pewna, że jej twarz przybrała barwę dorodnej ćwikły. To był najgorszy aspekt mieszkania we wsi – ludzkie wścibstwo i wszędobylstwo nie znało tu końca.
– Nie wiem, o czym pani mówi – burknęła.
– No, no, żebym to ja twojej babce nie powiedziała! Pewnie nic nie wie, że sobie tu przywozisz jakiegoś chłopaka z miasta, co?
– Co z miasta? – zapytała babcia, wchodząc do pokoju ze szklankami i piwem Karmi.
– Pani Świerkowa pytała, czy przywiozę jej perfumy z miasta, jak będę u mamy i obiecałam, że przywiozę. W końcu jadę już w sobotę – powiedziała Krysia, wymownie patrząc na Świerkową.
– Perfumy? A na co ci perfumy? – zdziwiła się babcia.
– E, no, na komunię idę do wnuka to się przydadzą – mruknęła Świerkowa.
Krysia podała babci koszyk z ziołami i uznała, że to najlepszy moment, żeby się wycofać. Wróciła na piętro, do swojego pokoju, gdzie rzuciła się do telefonu. Odblokowała go, wyświetlając ostatnie wiadomości – miała nieodebrane połączenie od mamy i dwa SMSy od Dominika.
Cześć, pomyślałem, że moglibyśmy się wybrać do manufaktury do kina : ) – brzmiała pierwsza wiadomość.
Jeśli nie masz ochoty, to spoko – brzmiała druga.
Krysia uśmiechnęła się do siebie i szybko odpisała, że oczywiście, chętnie pojedzie do manufaktury. Dominik odpisał jej kolejną wiadomością, a po kilkunastu minutach tak się rozkręcili, że Krysia miała wypieki na twarzy, jakby spiekła się na słońcu. Otrzeźwiała dopiero po jakiejś godzinie, gdy usłyszała wybuch śmiechu na dole. Ktoś musiał przyjść je odwiedzić – Krysia szczerze wątpiła, żeby sąsiadka Świerkowa umiała wywołać u kogoś uśmiech na ustach, a co dopiero taki beztroski śmiech.
Gdy wyszła z pokoju, drogę zagrodził jej Wasili.
– Cześć – uśmiechnęła się do niego. – Jak twoja żona?
– Dobrze – wzruszył ramionami, po czym przesunął się, gdy Krysia spróbowała go wyminąć. – Nie schodź na razie, dobra?
– Niby czemu? Co tam się dzieje? – zaniepokoiła się.
Wasili wyglądał na mocno zmieszanego.
– Przyszedł pan Jacek do pani Józi. Myślę, że można by im dać trochę prywatności – powiedział w końcu niepewnie, a Krysię aż zatkało.
Nigdy o tym nie pomyślała. Pan Jacek tu codziennie przesiadywał, a babcia zawsze starała się zaciągnąć go innego pokoju niż ten, w którym siedziała jej wnuczka. Było to bezskuteczne, bo Krysia szła za nimi, sądząc, że takie właśnie było pragnienie babci.
Teraz zrozumiała. Skinęła głową Wasiliemu i wróciła się do swojego pokoju. Przypomniało jej się, że miała oddzwonić do mamy. Z ciężkim sercem wykręciła numer.
– No w końcu. Do papieża się łatwiej dodzwonić niż do ciebie – mruknęła na powitanie. – Jak się czuje babcia?
– Dobrze. Nic jej nie dolega.
Poza małym romansem, pomyślała Krysia z rozbawieniem.
– Nie zapytasz, co u nas? – dodała mama po chwili milczenia.
– Co u was? – Krysia nawet nie zamierzała się z nią kłócić. Bez wyższego celu nie warto było podchodzić do walki, w której się przegra.
–  Moja szefowa poszła w końcu na macierzyński i nie wisi mi nad głową. Jest bosko – westchnęła z ulgą. – A Filip wysłał mi skan zdjęcia USG dziecka. Chcesz, żebym ci je podesłała?
– Nie trzeba.
– Może byś już przestała zachowywać się jak…
– Nie przestanę, więc daj sobie spokój – warknęła Krysia. – Dasz mi Marysię do telefonu?
– Jest jeszcze na koniach – odparła. – Do niej dzwonisz codziennie, do mnie też byś mogła.
– Marysia ma osiem lat. I mam o czym z nią rozmawiać – powiedziała.
Odpowiedziała jej cisza, a następnie dźwięk zrywanego połączenia. Westchnęła i odłożyła telefon.
Nigdy nie dogadywała się z mamą, która najwięcej żalu i wyrozumiałości miała zawsze dla siebie i własnych problemów. To ona zawsze była ofiarą, z którą wszyscy obchodzili się okrutnie. Tak, jakby nikt poza nią nie miał uczuć i prawa do dobrego samopoczucia.
Z jednej strony wyjazd na studia był dla niej wytchnieniem, z drugiej – szybko okazał się nowym koszmarem, od którego nie dało się tak łatwo uciec. A przynajmniej Krysia nie chciała tego robić. Zależało jej na tych studiach.
Telefon się podświetlił. Mama wysłała jej wiadomość – odruchowo ją odczytała. Do wiadomości załączony był kiepskiej jakości skan zdjęcia USG. Krysia szybko przeniosła wiadomość do kosza. Nie chciała niczego, co miało jakikolwiek związek z Filipem.
– Cześć – odezwał się głos w progu, przez który jej serce podskoczyło w piersi. – Przyjechałem cię zabrać do manufaktury.
Zalała się rumieńcem.
– Dominik – powiedziała głosem, który nie budził wątpliwości co do jej uczuć. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej i szybko odchrząknęła. – Babcia cię wpuściła?
– Tak. Akurat wychodził pan Jacek – odwzajemnił jej uśmiech. – Podoba mi się, jak się tak rumienisz.
Co sprawiło, że Krysia zaczęła z trudem oddychać, a twarz ją paliła, jakby stanęła w płomieniach.
– Ach tak – Czuła się jak skończona idiotka, ale inne słowa nie były w stanie przejść przez jej gardło.
Dominik pocałował ją – jednocześnie tak, jakby od zawsze się tak witali i jakby całował ją po raz pierwszy. Wplotła palce w jego włosy. Oderwali się od siebie, gdy telefon na biurku zawibrował.
Dominik zerknął w jego stronę. Zmarszczył czoło.
Na telefonie podświetliła się wiadomość „Wybacz w końcu FILIPOWI!!!”, której nadawcą była oczywiście jej mama.
– Kim jest Filip? – zapytał Dominik, po czym zacisnął usta. – Przepraszam, to nie mój interes.
Krysia walczyła z chęcią powiedzenia mu. Miała ochotę uciec i schować się w jakiejś norze, żeby już nigdy więcej nie spotkać Dominika, ale na samą tę myśl żal ścisnął jej serce. Jeśli chciała z nim być, powinien znać prawdę, zanim ktoś z wioski się dowie i mu opowie.
– Nie, powinnam ci powiedzieć. Po prostu mi trudno – mruknęła. – Usiądź sobie.
– Proszę, powiedz mi, że nie jesteś mężatką – skrzywił się. – Nie chciałbym być kimś, kto rozbija małżeństwo.
Krysi przypomniało się, że w ten sposób właśnie Dominik stracił mamę. Westchnęła.
– Nie, nie. Filip to mój przyrodni brat, syn taty z poprzedniego małżeństwa, ale od małego chłopca mieszkał z nami. Jest ode mnie starszy o dwa lata – powiedziała cicho. – Ale nie gadamy ze sobą od… no, jakoś od ponad roku. Kiedyś to był mój najlepszy przyjaciel – dodała.
– Pokłóciliście się?
– Nie do końca. – Krysia poprzysięgła sobie w duchu, że się nie rozpłacze, ale czuła, że już paliło ją w gardle. – Poszliśmy oboje na studia do Katowic, ja na sztukę pisania, on na architekturę krajobrazów. Mieszkaliśmy na jednym piętrze w tym samym akademiku i mieliśmy wspólnych znajomych. Do czasu, aż jeden z jego najbliższych kumpli uznał, że mu się podobam. To było na juwenaliach rok temu. Wtedy… wszystko się popsuło.
Zamilkła. Jej gardło zaciskało się coraz bardziej. Rok psychoterapii pomógł jej tylko w niewielkim stopniu poradzić sobie z tamtą sytuacją.
– Tamten chłopak… Ja mu się podobałam. On mi nie. Był bardzo pijany i chciał mnie… chciał mnie… – wiedziała, że nie wypowie tego na głos. Po minie Dominika domyśliła się jednak, że zrozumiał, o co chodziło. – Jak byliśmy w liceum, Filip nauczył mnie kilku ciosów dla samoobrony. Uderzyłam go i uciekłam. Poszłam na policję to zgłosić, ale jego ojciec… to znaczy ojciec tego chłopaka… jest bardzo wpływowym sędzią. Sprawa została umorzona, bo nie przedstawiłam wiarygodnych dowodów przeciwko oprawcy. Poszłam na obdukcję następnego dnia i sędzia uznał, że równie dobrze krzywdę mógł mi zrobić do tego czasu ktoś inny. Potem… wszyscy się ode mnie odwrócili. Łącznie z Filipem. Stanął po jego stronie.
Nie popłakała się. Była z siebie dumna. Jednocześnie bała się podnieść wzrok i spojrzeć na Dominika, więc wbijała go w złączone dłonie, które spoczywały na jej kolanach.
– Kiedy skończyłam studia, Filip zadzwonił mnie przeprosić, ale ja nie mam mu niczego do powiedzenia. Mama próbuje mnie zmusić do przebaczenia mu.
Krysia podniosła wzrok. Musiała na niego spojrzeć.
Wpatrywał się gdzieś w ścianę i po raz pierwszy, odkąd go poznała, widziała, jak na jego nagle pociemniałej twarzy tak wyraźnie malują się emocje. Bez trudu rozpoznała w tym obrzydzenie.
Zjeżyła się. Nie zasługiwała nawet na odrobinę oburzenia? Czy naprawdę będzie się nią brzydził? Przecież to nie była jej wina!
Odruchowo cofnęła się kawałek, zaciskając szczęki tak mocno, że ją rozbolały.
– Nie wiem, czemu ci o tym powiedziałam – burknęła, przygryzając wargę.
W końcu na nią spojrzał. Nie umiała rozszyfrować jego twarzy, ale przynajmniej nie rzeźbiło się w niej już obrzydzenie.
– Nie wiem, co powiedzieć – powiedział cicho. Jego głos drżał. – Ja… chcę mu zrobić krzywdę.
– Ja też, ale nie warto iść siedzieć przez kogoś takiego – mruknęła. Przysunęła się bliżej. – Cieszę się, że wiesz. Nie chcę mieć przed tobą tajemnic. Naprawdę cię lubię.     
Miała ochotę schować twarz w dłoniach. Czemu to powiedziała? Czy naprawdę coś by się stało, gdyby choć raz zamknęła usta, zanim wyfruną z nich niewłaściwe słowa?
– Ja też cię lubię – uśmiechnął się niepewnie. – Bardzo. A co do tajemnic…
Krysia przełknęła ślinę. Tylko nie to, pomyślała, czując, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi i ucieknie w te pędy ze strachu.
– Chcesz pewnie pogadać o pogrzebie Franiakowej – wykrztusiła w końcu.
– Tak. To chyba dobry moment. Nadal nie jestem pewien, co tam się do końca zdarzyło.    
– Dobrze – westchnęła. – Uprzedzam, że nie będę umiała odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania. Ale zrobię, co będę mogła. Jeśli po tym wszystkim będziesz wolał mnie olać, to zrozumiem.
– Nie będę – odparł twardo.
– To się jeszcze zobaczy – mruknęła, po czym wzięła głęboki wdech i opowiedziała mu wszystko po kolei. Trochę tego było.

*

Nie pojechali do kina. Gdy skończyli rozmawiać, zaczynało się robić już ciemno. Krysia zeszła zaparzyć herbaty, zostawiając Dominika na górze.
Jak dotąd chłopak nie uciekł – to dobrze świadczyło na przyszłość. Z trudem przyszło mu uwierzyć w istnienie jakichkolwiek demonów, ale w końcu sam jednego widział – nie pozostawało mu nic innego, jak oswoić się z tą myślą. Odkąd zaczęli rozmawiać odsunął się trochę od niej, ale starała się nie brać tego osobiście. W końcu miał dużo do przetrawienia. Jego życie już nigdy nie będzie takie samo.
Usłyszała szelest kapci za plecami.
– O, herbata. Świetnie – powiedziała babcia, po czym zabrała jeden z dwóch kubków, które Krysia przygotowała.
Nie wzięła jednak trzeciego. Babci nie spodobałoby się, gdyby wiedziała, że Dominik jeszcze nie poszedł do domu.
– Miałam nadzieję, że się obudzisz. Skąd się wzięła ta południca dzisiaj?
Babcia wyprostowała się, marszcząc czoło.
– Nie wiesz skąd się biorą południce? A podobno tyle się na tych studiach uczyłaś!
– Wiem, pytam, skąd się wzięła ta konkretna – odparła Krysia, nie dając się zbić z pantałyku.
– No, to była jakaś młoda żona, która młodo zmarła, nie? Jak one wszystkie.
Krysia uniosła brwi.
– Unikasz odpowiedzi. Wiesz, co to za kobieta. Ona chciała mnie zabić, chyba mam prawo wiedzieć, kto to był. – Krysia nie zamierzała dać za wygraną.
– Zabiłaby każdego – mruknęła babcia, odwracając wzrok.
– A jednak zjawiła się w naszym ogrodzie. Dlaczego?
Babcia rzuciła jej wściekłe spojrzenie.
– To była żona pana Jacka. Zmarła ponad sześćdziesiąt lat temu, podczas porodu. Takie były wtedy czasy.
Krysia wytrzeszczyła oczy. Sześćdziesiąt lat?!
– I od tylu lat się z nią użerasz?
– Mieszkam w tym domu odkąd przeszłam na emeryturę, więc oczywiście, że nie. Tak naprawdę problem zaczął się rok temu. Nie da się jej przepędzić, próbowałam już wszystkich sposobów. Po prostu trzeba uważać i tyle.
Krysia przyjrzała się babci uważniej.
– Ona jest zazdrosna, prawda? Dlatego wróciła?
Babcia posłała jej jadowite spojrzenie.
– Tak sądzę – odparła z przekąsem. – Czy ty nie masz za dużo czasu wolnego? Ja nie wtykałam tak nosa w cudze sprawy w twoim wieku.
– Już sobie idę. Wracam do książek. Nie będę wtykać nosa, obiecuję – wyszczerzyła zęby.
– Tak. Ucz się, ucz, a garb ci sam wyrośnie – odparła babcia na odchodnym.
Krysia uśmiechnęła się do siebie. Mimo wszystko lubiła mieszkać z babcią.
– Uśmiechasz się – powiedział Dominik, gdy weszła do pokoju.
– Babcia mnie rozbawiła. – Podała mu herbatę. – Musimy być trochę ciszej. Jeśli chcesz wyjść, będziemy musieli zaczekać, aż zaśnie, ale to raczej nie potrwa długo.
– A czemu nie powiemy jej, że tu jestem?
– Raczej nie będzie zachwycona, że siedzisz tu po nocy. Bardzo się przejmuje tym, co powiedzą o mnie ludzie w wiosce – westchnęła Krysia. – Pewnie bałaby się, że ludzie będą gadać, że mnie… hmm… pohańbiłeś.
Uniósł brwi, po czym zaśmiał się niemo.
– Koncept rodem ze średniowiecza. Nie spodziewałbym się tego po tobie – wyszczerzył zęby. – Poza tym, kiedyś ludzie się dowiedzą. Nie będziemy mogli ukrywać tego wiecznie.
W brzuchu Krysi powstała dziwna sensacja, jakby coś ciepłego rozlało się w jej wnętrzu, obejmując serce i mącąc zmysły. A więc on myślał, że mieli jakąś przyszłość. Żywił do niej jakieś cieplejsze uczucia.
– O czym myślisz? – zapytał, podchodząc bliżej.
– O tym, że istnieje dla nas jakieś „kiedyś”. Myślałam, że te demonicznie historie cię wystraszą.
– Musisz się bardziej postarać. Pogromczyni demonów? Takie kręcą mnie najbardziej – zaśmiał się cicho i przyciągnął ją bliżej.       

*

Czas do soboty upłynął Krysi niemal błogo. Każdy wieczór spędzała z Dominikiem, w ciągu dnia pomagała babci ospale – żadna z nich nie angażowała się zbytnio w pracę ze względu na upały. W nocy z piątku na sobotę zrobiło się nieco chłodniej, a gdy się obudziła, powitały ją ciężkie chmury i dżdżysty deszcz. W sam raz na cztery godziny podróży, które czekały ją tego dnia.
– Nie zmarzłaś w nocy? Kołdra leży na podłodze– zapytał ją Dominik, przesuwając opuszkiem palca wzdłuż jej kręgosłupa. Mimowolnie zadrżała.
– Nie, wręcz przeciwnie – mruknęła, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. –  Ale muszę złożyć zażalenie. Trochę się nie wysypiam ostatnio.
– Ja też, ale nie narzekam…
Drzwi nagle otworzyły się z hukiem, a w nich stanął Wasili. Krysia błyskawicznie podsunęła kołdrę pod samą brodę.
– Schowaj go! – szepnął gwałtownie. – Czym prędzej!
Krysia wytrzeszczyła oczy, ale nie trzeba było jej powtarzać dwa razy. Nagle usłyszała głosy – kobiecy i dziecięcy. Bez trudu jej rozpoznała, czując, jak narasta w niej panika.
– Co się stało? – zapytał Dominik, który przecież nie mógł widzieć Wasiliego.
– Moja matka się stała – sapnęła. – Musisz się schować… gdziekolwiek…
– Mogę wyjść przez okno. Jest nisko, nic mi nie będzie – odparł, naciągając na siebie w pośpiechu ubrania. – Tylko odwróć jej uwagę.
Pocałował ją pobieżnie i już go nie było. Kilka sekund później w drzwiach stanęła bohaterka całego zdarzenia.
– Krysia! – wyszczebiotała, ale jej twarz się po chwili wykrzywiła. – Pachnie facetem!
Krysia zamarła. Bosko, pomyślała, nie wiedząc, czy bliżej jej do płaczu, krzyku czy do śmiechu.
– Jestem tu sama – wymamrotała, jakby to mogło coś zmienić.
Mama nic nie powiedziała, tylko wparowała do pokoju i otworzyła szafę. Oczywiście, prędzej znalazłaby tam sekretne przejście do magicznej krainy niż kogokolwiek, więc zamknęła ją zaraz z kwaśną miną.
– W każdym razie, na kilometr czuć od ciebie facetem. Umyj się – warknęła i wyszła.
Gdy Krysia zeszła na dół po gruntownym wyszorowaniu całego swojego ciała, coś małego i niezwykle ruchliwego rzuciło się w jej stronę.
– Marysia – mruknęła, odwzajemniając jej uścisk. – Urosłaś!
– A ty znowu schudłaś. I wyglądasz inaczej. Jakbyś miała słońce w twarzy – powiedziała Marysia.
Krysia uniosła brwi i wybuchła śmiechem.
– Dziękuję – odpowiedziała.
Rzuciła okiem na babcię, która rozmawiała z mamą. Miała zmarszczone czoło, ale na ustach błąkał się cień uśmiechu.
Mama nigdy tu nie przyjeżdżała. Babcia może i miała trudny charakter, ale to było nic w porównaniu z tym, jak potrafiła zachowywać się mama. No i jak mogła odcinać się w ten sposób od babci?
Serce Krysi zacisnęło się, gdy uświadomiła sobie, że sama robiła to samo.
– Pokażesz mi ogród? – zapytała Marysia. – Babcia mówiła, że rosną tam warzywa, i że będę mogła je z tobą pozbierać.
– Za chwilkę – odparła odruchowo Krysia.
Nawet nie zauważyła, gdy Marysia wymknęła się do ogrodu. Dopiero bicie dzwonów wyrwało ją z zamyślenia.
Właśnie wybiła dwunasta.
– Nie – sapnęła Krysia, rzucając się do drzwi. – Marysia!
Wtedy właśnie z ogrodu dało się słyszeć okropny pisk.
Zjawa pochylała się nad Marysią, która trzymała się za głowę, chowając twarz w dłoniach.
– Przestań! – krzyknęła Krysia, a zjawa odwróciła się w jej kierunku.
– Ach, to ty! Dziedziczka tej starej wiedźmy. Dziś cię już nie oszczędzę – warknęła, obnażając zęby.
 Krysia cofnęła się odruchowo, gdy południca się zamachnęła. Z impetem uderzyła plecami w płytę gipsową, którą budowlańcy mieli ocieplać poddasze w przyszłym tygodniu. Jęknęła z bólu, czując, jak płyta przygniata jej plecy.
Zjawa wrzasnęła i wtedy Krysia to dostrzegła – płyta przesunęła się na tyle, żeby rzucać cień centralnie na zjawę, przecinając ją w pół. Południca wrzeszczała tak strasznie, że Krysia myślała, że pękną jej bębenki uszne, po chwili jednak wrzask ustał, a zjawa zniknęła.
Ktoś zdjął z jej pleców płytę, ale Krysia nawet się nie odwróciła, tylko podbiegła do siostry. Marysia siedziała na ziemi, trzymając się oburącz za głowę.
– Nic ci nie jest?
– Chyba n-nie – wymamrotała dziewczynka. – Ale tak strasznie bolała mnie głowa… bałam się, że pęknie…
Z jej oczu popłynęły łzy. Krysia także się rozpłakała – z ulgi. Przytuliła Marysię z całej siły. Po chwili spojrzała znowu w miejsce, w którym wcześniej stała południca.
Nie wiedząc czemu, w Krysi narastało przeczucie, że pozbyły się jej na zawsze. Czas na chowanie urazy się skończył. Trzeba było iść do przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *