[Odcinek 7] Zemsta cała na biało

Kiedy liście na brzozie rosnącej tuż obok furtki zarumieniły się, Krysia poczuła, że lato skończyło się na dobre.
Gdy wstawała wcześnie, żeby poćwiczyć jogę i popisać, świat za oknem osnuty był wilgotną szarością. Słońce pojawiało się nieco później, ale pomimo tego jesienny chłód utrzymywał się w powietrzu.
To było dobre lato, pomyślała Krysia, prostując się na macie. Przede wszystkim było spokojne – od dwóch miesięcy ani razu nie musiała ganiać za demonami albo innymi nadprzyrodzonymi istotami. Miała ogromną nadzieję, że tak już zostanie, tym bardziej, że babci zdrowie było coraz słabsze. Męczyła się coraz szybciej i niepokojąco często mówiła o tym lecie jak o ostatnim w swoim życiu. Krysia ignorowała jej gadanie, bo przecież babcia nie była aż tak stara i nie chorowała na nic, z czym nie dało się żyć.
Trudno było sobie wyobrazić, że babci może nie być.
– Krysia? – odezwała się babcia, wyrywając Krysię z zamyślenia. – Dobrze się czujesz?
– Tak, zamyśliłam się tylko – odparła.
– Nie myśl tyle, bo zostaniesz myśliwym – mruknęła babcia. – Zrobiłaś owsiankę na śniadanie? Znowu?
Krysia podniosła oczy. Była zaledwie ósma rano, a babcia zdawała sie być już mocno poirytowana.
– Wszystko w porządku? – zapytała Krysia. – Mama dzwoniła?
– Nie, a mogłaby – westchnęła babcia, siadając koło wnuczki. – Musimy poważnie porozmawiać.
Serce dziewczyny zabiło mocniej. Czyżby babcia dowiedziała się o Dominiku? To było prawdopodobne. Spotykali się już od niemal trzech miesięcy, często zostawał u niej na noc. Co prawda, wymykał się wcześnie rano, gdy babcia jeszcze spała, ale i tak mogła coś zauważyć. No i ostatnio ich związek trochę się rozluźnił, widywali się coraz rzadziej. Krysia odnosiła wrażenie, że Dominik próbuje ją trzymać na dystans, ale za bardzo ją to bolało, żeby mogła poruszyć z nim dobrowolnie ten temat.
– Słucham – bąknęła w końcu.
Babcia odchrząknęła, powierciła się chwilę, splotła ze sobą dłonie i w końcu zastygła, wbijając wzrok w Krysię.
– No więc – odchrząknęła raz jeszcze – ja… wychodzę za mąż. Trzydziestego pierwszego października.
Tego się Krysia nie spodziewała. Otworzyła szeroko oczy, czując, że powinna coś powiedzieć, ale nagle nie umiała znaleźć żadnych słów. W głowie miała ogromną pustkę.
– Za Jacka, rzecz jasna – dodała babcia nieco spokojniej. – Mieliśmy mały spór co do tego, gdzie zamieszkamy, ale jednak zdecydowaliśmy, że u niego. Więc ten dom będzie cały twój.
Babcia rzuciła wnuczce wyczekujące spojrzenie, ale nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Krysia nie mogła wydobyć z siebie nawet pisknięcia. Głos uwiązł jej w gardle.
– Wiem, co sobie myślisz – powiedziała babcia ze zbolałą miną. – Że po co taka stara baba jak ja wychodzi za mąż. Ale to nie tak, ja naprawdę… się zakochałam. Wiem, że w tym wieku to się zdaje głupie, ale…
– Babciu – wydusiła w końcu Krysia. – Nie myślę tak. Po protu… zaskoczyłaś mnie. Tylko to. Cieszę się dla ciebie. Każdemu należy się coś od życia, bez względu na wiek.
Babcia odetchnęła, uśmiechając się szeroko.
– O matko, a ja się bałam, że się na mnie wściekniesz – parsknęła śmiechem. – Nie przeszkadza ci, że zostaniesz sama w tym domu?
– Nie, ani trochę. – To nie była do końca prawda, bo Krysia nie chciała mieszkać sama, ale nie zamierzała psuć babci szczęścia, na które czekała tyle lat. – Poza tym będziesz na drugim końcu ulicy.
– To prawda. – Uśmiech nie schodził z babcinej twarzy. – To jeszcze zapytam, czy zostaniesz moim świadkiem? Bo Świerkowej nie zamierzam prosić, niech idzie do diabła…
– Oczywiście – zaśmiała się Krysia. – A będzie tylko ślub czy wesele też?
Babcia pokręciła głową.
– Ludzie by mnie obgadali, jakbym sobie weselicho urządziła – westchnęła babcia. – Tylko ślub i obiad u Jacka dla najbliższych. No, chyba że chcesz kogoś przyprowadzić. Na przykład Dominika.
Krysia przełknęła ślinę i odwróciła wzrok.
– Ostatnio często tu przychodzi – powiedziała babcia. Krysia czuła na sobie jej spojrzenie. – Rozumiem, nie ma tu za wielu chłopców w twoim wieku, ale nie powinnaś podbierać chłopaka Ance.
– To nieprawda! Oni wcale nie są razem. To tylko taka plotka. Ania z nikim się nie umawia – burknęła Krysia. – Może przyjdę z Dominikiem, a może sama.
Babcia wyglądała, jakby zamierzała coś jeszcze powiedzieć, ale Krysia ją uprzedziła.
– Masz już jakąś sukienkę?
Zmiana tematu okazała się dobrym pomysłem, bo babcia nie wracała już do Dominika. On wracał jednak do Krysi w myślach, bo chociaż nie pisał i nie dzwonił, nie mogła wygonić go z głowy.
Wszystko dlatego, że kilka dni wcześniej Krysia palnęła coś głupiego, co chyba trochę go wystraszyło. Spacerowali główną ulicą w Sokolnikach wieczorem, a gdy przechodzili koło kościoła, akurat wychodziła z niego świeżo poślubiona para młoda. Krysia zachwyciła się zwiewną sukienką dziewczyny, i zanim zdążyła to przemyśleć, wypaliła:
– Żebym ja tak wyglądała w dniu ślubu!
Początkowo nie zauważyła nawet, że powiedziała coś, co mogłoby zostać niewłaściwie odebrane. Dopiero, gdy Dominik milczał kolejną minutę, spojrzała na niego. Był blady, usta miał zaciśnięte, a czoło zmarszczone. Po tym indcydencie prawie w ogóle się do niej nie odzywał, a gdy doszli pod jej dom, nawet nie pocałował jej na pożegnanie. Od tego dnia ani razu do niej nie przyszedł i nie napisał.
Krysia nie obwiniała się jednak. Wiedziała, że nie powiedziała niczego złego – to on miał z tym problem, nie ona. Poza tym, już od co najmniej tygodnia odsuwał się od niej. Sytuacja ze spaceru była bardziej gwoździem do trumny, niż punktem zapalnym.
Bez względu na to, czemu Dominik przestał się do niej odzywać, Krysia nie zamierzała się ugiąć. Przez dwa dni próbowała sama do niego zagadać, ale milczał. Skoro tak, to ona też będzie milczeć.
Z ponurych myśli wyrwał Krysię dźwięk mknącej ulicą karetki. Wyskoczyła szybko przed dom, słysząc, jak babcia kuśtyka za nią. Karetka musiała skręcić gdzieś w okolicy, bo jeszcze długo było słychać jej głośne wycie. Ledwie zdążyła ucichnąć, gdy pod furtką pojawiła się Świerkowa, czerwona na twarzy i zdyszana.
– Krysia! – wydyszała, a Krysia aż się wzdrygnęła. – Do Dominika to pojechało!
Zaschło jej w ustach. Co też ta Świerkowa bredziła? Przecież Dominik był młody i zdrowy. Po co miałaby do niego jechać karetka?!
– To pewnie do jego ojca – mruknęła babcia przytomnie.
Krysia odetchnęła z trudem, czując ulgę otaczającą ją jak ciepły kokon.
Musiało chodzić o tatę Dominika. Teraz wydało jej się to oczywiste. W tej sytuacji chyba powinna przełknąć swoją dumę i udać się do niego. W końcu mogli potrzebować pomocy, a babcia Józia – gdyby mogła – na pewno poszłaby tam pomóc jak dobra sąsiadka.
– Przejdę się do nich – mruknęła Krysia. – Może będą potrzebować pomocy.
Był już późny wieczór, ale babcia nie protestowała. Krysia też się nie bała – nie sądziła, że może ją zaatakować coś gorszego niż upiór z pogrzebu. Wieś była milcząca o tej porze. Dało się słyszeć tylko hukanie sów, które nie psuło jednak harmonii nocnej ciszy. Tym razem cisza Krysi przeszkadzała. Zmuszała ją do pogrążenia się we własnych myślach, a na to nie miała już ochoty. Trudno było jednak uciec od własnego smutku w otoczeniu doniosłych, milczących drzew i niepokojącej ciemności, która już wyciągała dłonie, by chwycić ją za gardło.
– Krysia?
Minęła furtkę i podeszła do Dominika, który stał na progu własnego domu. Dopiero, gdy zbliżyła się na tyle, by widzieć jego twarz, spostrzegła, jaki był blady.
– Czy twój tata…
– Nie. – Wyprostował się, odwracając wzrok. – Ale było blisko. Poszedł się wcześniej położyć i dostał ataku duszności, na który prawie umarł. Gdyby nie to, że byłem i słyszałem, jak się dusi, już by go nie było. Pogotowie zabrało go do szpitala na noc na obserwację.
Krysia westchnęła cicho. Chciała go przytulić albo chociaż dotknąć, przekazać mu jakoś swoją troskę. Czuła jednak, że to nie było mu teraz potrzebne i tylko pogłębi przepaść między nimi.
– Może mogę wam jakoś pomóc? Mogę coś ugotować albo…
– Nie trzeba – wypalił opryskliwym tonem. Krysia zacisnęła szczęki. Czy on nie przesadzał trochę? Rozumiała, że znalazł się w stresującej sytuacji, ale nie musiał jej tak traktować.
– Chcesz, żebym sobie poszła? – zapytała wprost.
Milczał przez chwilę, aż w końcu Krysia uznała, że dotarła już do granicy swojej wytrzymałości i odwróciła się z zamiarem odejścia.
– Nie. Przepraszam – dodał cicho. – Zachowuję się okropnie. Boję się o tatę. Bez niego będę… cóż, zupełnie sam. Mój brat prawie nigdy tu nie przyjeżdża.
A ja?, chciała zapytać Krysia, ale ugryzła się w język. Najwyraźniej trzy miesiące nie wystarczyły Dominikowi, żeby uznać ją za swoją dziewczynę. Nie będzie się go przecież prosiła o nic.
– Masz przyjaciół – powiedziała po chwili namysłu. – Jest Ania. Jestem ja. Jest ten twój kumpel ze szkoły, syn sołtysa…
– Błażej, tak. Od miesiąca pracuje w Ozorkowie i już ma dość dojazdów. Zamierza się wyprowadzić. A Ani nie nazwałbym przyjaciółką. Kolegujemy się i tyle. Nikt mi nie zastąpi ojca.
– Twój tata nadal żyje. Może nie ma sensu widzieć wszystkiego w takich czarnych kolorach – westchnęła.
– Lekarz powiedział, że taty serce już ledwo daje radę, ale jednocześnie nie kwalifikuje się do przeszczepu. Kwestia miesięcy, jak umrze – szepnął. Schował twarz w dłoniach.
Krysia zebrała w sobie całą odwagę, jaką miała, i objęła go lekko ramieniem. Nie odsunął się, co było dobrym znakiem.
– Nie myśl w ten sposób. Tata żyje. Skup się na tym. Okej?
Kiwnął głową. Objęła go mocniej i wtedy skierował na nią swój wzrok. Nie spodobało jej się to przepraszające spojrzenie, którym ją obdarzył.
– Nie – wymamrotała mimowolnie, a Dominik się skrzywił.
– Powinniśmy byli porozmawiać już jakiś czas temu – powiedział. – Ja… wybacz. Po prostu nie mogę tego dalej ciągnąć.
Nie płacz, nie płacz, nie płacz, powtwarzała sobie w głowie, szybko dodając do siebie wszystkie liczby pierwsze po kolei. Ktoś jej kiedyś zdradził tą technikę radzenia sobie ze łzami i faktycznie – dobrze się sprawdzała, tylko trochę odrywała ją od rzeczywistości.
– Dlaczego? – zapytała po chwili, gdy już się trochę uspokoiła.
– Tak będzie lepiej. Rozstańmy się zanim któreś z nas złamie drugiemu serce – powiedział. – Bylibyśmy dalej razem, może kiedyś wzięli ślub, a potem się rozwiedli jak wszystkie małżeństwa. Po co sobie to robić?
Teraz do oczu napłynęły jej łzy wściekłości. Przeklęte łzy! Zagryzła zęby, próbując nad nimi zapanować.
– Zwariowałeś? Masa małżeństw się nie rozwodzi – prychnęła. – Poza tym, co to za bzudra z niełamaniem serca? Moje właśnie złamałeś. Może dla ciebie te wszystkie miesiące to było za mało, żeby się zakochać, ale nie dla mnie. – Łzy popłynęły po policzkach. – Ale dobrze, nie ma sensu tego kontynuować, skoro nie odwzajemniasz moich uczuć. Daj… – wzięła głęboki wdech. – Daj znać, jakbyś potrzebował pomocy. Z tatą, oczywiście.
Odeszła, nie oglądając się za siebie. Plusem tego, co się wydarzyło, była jasno postawiona sprawa. Teraz wiedziała przynajmniej, że niepotrzebnie się łudziła. Mogła zacząć przeżywać rozstanie, zamiast trwać w tym otępiającym zawieszeniu.
To była jednak jedyna pozytywna strona całego zajścia. Idąc do domu pozwoliła sobie na płacz, bo i tak nikt nie dostrzegłby łez na jej twarzy w tej ciemności. Nie zauważała niczego po drodze – nie zwracała na nic uwagi. Czuła się, jakby nic już jej nie obchodziło. Wiedziała, że to nieprawda, ale tak się czuła.
Zatrzymała się, żeby odetchnąć. Z trudem trzymała się na nogach, zmusiła się więc, żeby wziąć kilka oddechów.
Wtedy to poczuła. Metaliczny, ostry zapach krwi uderzył w nią, wykrzywiając jej twarz. Czy gdzieś w pobliżu mogło leżeć ranne zwierzę?
Zrobiła kilka kroków przed siebie, rozglądając się uważnie. Zapaliła latarkę w telefonie, ale ta niewiele dała. W polu widzenia nie było żadnych martwych zwierząt.
Krysia nie chciała wchodzić do lasu po ciemku – miała uraz po przygodzie z leszym – więc ruszyła dalej przed siebie. Odór krwi przybierał jednak na sile. Nie dało się go zignorować. Zboczyła z drogi, żeby przyjrzeć się, czy nie ma zwierzęcia gdzieś na skraju lasu. Wtedy to usłyszała – charakterystyczny tupot końskich kopyt rozległ się zaskakująco blisko. W ostatniej chwili udało jej się odsunąć.
Koń, który nawet w kiepskim świetle latarni wyglądał na zmaltretowanego, przegalopował przed nią i pognał w dół wsi. Ktoś jechał na jego grzbiecie, ale Krysia nie mogła dostrzec jeźdzca. Ostatnim, co zobaczyła, były jego długie, matowe włosy w mysim kolorze, powiewające na wietrze jak wypłowiała flaga.
Dopiero po chwili Krysia otrząsnęła się z szoku. Coś w głębi duszy podpowiadało jej, że to nie był zwykly człowiek na koniu. Przede wszystkim – kto w ten sposób jeździł nocą po lesie? Do tego dochodził jeszcze ten fetor, który od niego bił. Coś było nie tak. Krysia westchnęła cicho i ruszyła dalej do domu. Miała nadzieję, że przynajmniej babcia będzie wiedziała, co z tym zrobić.

*

– Ktoś do ciebie przyszedł – krzyknęła babcia do Krysi.
Od kilku dni Krysia uciekała ile mogła do ogrodu. Niewiele już tam było do zrobienia, ale przynajmniej babcia jej nie widziała. Może jej osiemdziesiątletnie oczy nie widziały już tak dobrze, co kiedyś, ale i tak wiedziałaby, że jej wnuczka płacze. Chyba wyczuwała to szóstym zmysłem. Krysia nie miała jednak ochoty na wyjaśnienia i zwierzenia. Grzebanie w ziemi i pielęgnowanie roślin – to najlepiej koiło jej nerwy.
– Kto to? – zawołała Krysia, prostując się.
– To ja. – Głos Dominika rozbrzmiał chwilę przed tym, jak sam stanął przed Krysią w ogrodzie.
Nie dał jej czasu na przygotowanie się. Zastygła ze zmartwioną miną.
– Wyglądasz niedobrze – mruknął. – Czy ty… płakałaś?
– To bez znaczenia. Co tam chcesz? – zapytała, siląc się na rzeczowy ton.
Przyłożył dłonie do jej twarzy, jakby chciał ją pocałować. Jego spojrzenie było pełne niepokoju.
– Przestań – szepnęła, odsuwając się. – Czego potrzebujesz?
– Ja… chodzi o tatę. O te duszności – odparł, opuszczając ręce. – Nie wiem, czy nie popadam już w paranoję, ale mam podejrzenia, że te twoje potwory maczały w tym palce.
Krysia uniosła brwi.
Moje potwory?
Dominik zacisnął usta.
– Sorry, nie to miałem na myśli – mruknął. – Wiesz, o co mi chodzi.
– Tak, wiem – westchnęła Krysia. Wytarła ręce w ścierkę i minęła go, idąc w stronę furtki. – Skąd ten pomysł?
– Wiem, jak to zabrzmi, ale mój ojciec po powrocie ze szpitala miał na szyi jakby… ślad po ukąszeniu wampira – skrzywił się chłopak. – Może moja wyobraźnia płata mi figle. Chyba naoglądałem się za dużo Pamiętników wampirów jako nastolatek.
– Niekoniecznie – odparła Krysia nieobecnie. Myślała intensywnie nad tym, co powiedział.
Takie ślady wskazywałyby na zmorę – tym bardziej, że ojca Dominika pogotowie zabrało z powodu dusznosci – ale czy wówczas nie zaatakowałaby Dominika w międzyczasie? Albo kogoś innego z wioski?
– Mam pewien pomysł, ale powinnyśmy jeszcze zapytać babci – powiedziała w końcu, odwracając się w stronę domu.
Nie poszła nigdzie, bo Dominik złapał ją za rękę. Niemal od razu ją puścił, ale i tak czuła lekkie pulsacje w miejscu, w którym ją dotknął. Uparcie odpychała od siebie żal, który próbował przebić się do jej świadomości na różne sposoby. Nie mogła sobie jednak teraz pozwolić na pogrążanie się w smutku, w końcu chodziło o czyjeś życie.
– Poczekaj – powiedział, odsuwając dłoń. – Czy twoja babcia wie, że ja wiem?
Krysia mimowolnie uśmiechnęła się.
– Dodaj jeszcze dwa „że ona wie, że ja wiem” i zacznę mówić do ciebie Joey – mruknęła.
Dominik zamrugał z zaskoczenia, ale po chwili wyszczerzył zęby.
– Faktycznie – przyznał. – To jak, wie czy nie wie?
– Musiałam jej o tym wspomnieć po przygodzie z kwiatem paproci – odpowiedziała, a Dominik pokiwał głową.
Zastali babcię oglądającą program kulinarny w salonie.
– O, co tam chcecie? – zapytała, posyłając im uśmiech.
– Musimy cię zapytać o zmorę – powiedziała Krysia, patrząc znacząco na babcię. – Czy zmora może kogoś zaatakować, a potem wynieść się z wioski?
Babcia zmarszczyła czoło.
– Jak za pierwszym razem zabije swoją ofiarę, to tak – odparła. – Ale zwykle nie zabija jej od razu. Pije jej krew po trochu co noc. Czemu pytasz?
– Chodzi o tatę – powiedział Dominik. – Ma ślady po ukąszeniu, tak mi się wydaje przynajmniej. Przyszedłem zapytać Krysię, czy to ma sens.
– No ma – westchnęła babcia. – Zmora we wsi to nic dobrego. Dziwi mnie, że nikogo innego nie pogryzła.
– No właśnie, też uważam, że to trochę dziwne. Czy to się zdarza, żeby zmora nękała tylko jedną osobę?
Babcia posłała jej ponure spojrzenie.
– No niestety się zdarza, ale wtedy to już można uznać takiego za martwego – powiedziała cicho. – Czasami zmory mszczą się za jakieś krzywdy, których doznały podczas życia. Ale przecież twój ojciec nie miał żadnych wrogów – dodała, zerkając na Dominika.
Tylko ktoś, kto dobrze znał babcię, dostrzegłby, że kłamała – było coś takiego w jej oku i sposobie, w jaki układają się usta. Krysia wiedziała, że babcia nie mówiła prawdy, ale nie rozumiała czemu.
– Posłuchaj, Dominik, poobserwujemy okolicę w nocy dziś i jutro, ale nie sądzę, żeby faktycznie chodziło o zmorę. Może po prostu coś tacie wstrzykiwali w szpitalu i stąd ukłucia. – Babcia poklepała go po plecach.
– Jasne – odparł. Nie wydawał się przekonany. – Dziękuję pani za pomoc.
Krysia odprowadziła go do furtki. Bała się chwili rozstania, ale wiedziała, że Sokolniki są małe i prędzej czy później zaczęliby na siebie wpadać. Trzeba było oswoić się z tą koniecznością.
Gdy minęli wejście za płot, odwrócił się do niej. Patrzył na nią tak samo, jak te kilka mięsiecy temu, gdy jeszcze ze sobą nie byli.
– Ja… zacząłem się zastanawiać – powiedział cicho. Był spięty, co było dziwne. Krysia nigdy nie widziała, żeby się tak denerwować.
– Naprawdę oszczędź sobie przeprosin. Rozumiem wszystko – odparła twardo. Wiedziała, że nie mogłaby teraz szeptać. Od szeptu do płaczu było zdecydowanie zbyt blisko.
– Ja też mam złamane serce – wydusił z siebie w końcu. Krysia zastygła. Zdumienie odebrało jej mowę. – Ja po prostu… łatwiej będzie się rozstać teraz. A za jakiś czas… będę cię kochał za bardzo. I wtedy będzie o wiele gorzej.
Odwrócił wzrok. Krysia z trudem zachowywała resztki trzeźwego myślenia – szum w uszach i przyspieszony oddech znacznie jej to utrudniały. Czy on jej właśnie powiedział, że ją kocha?
– Nie można kochać kogoś za bardzo. – Mówiła tak cicho, że sama się ledwo słyszała. – Miłość jest zła tylko wtedy, gdy kogoś krzywdzi. A nas nie krzywdzi. Prawda?
– Teraz jeszcze nie, ale…
– Przestań – westchnęła. Podeszła bliżej. – Wiesz, że wszystko może pójść dobrze? Może będzie nam się ze sobą układać. A może, jak uczucie wygaśnie, rozstaniemy sie bez złamanych serc. Nie rezygnuj, zanim spróbujesz.
W końcu podniósł oczy i spojrzał na nią. Pocałował ją. Może to było tylko wrażenie spowodowane tą rozmową, ale Krysia odniosła wrażenie, że to był jedyny taki pocałunek – taki, który mówił więcej niż najpiękniejsze słowa. Był wyznaniem miłości o najsłodszym smaku.
– To był zdecydowanie dobry pomysł, pojechać wtedy nad to jezioro i pożyczyć ci swoją bluzę – uśmiechnął się lekko. – Przyjdziesz do mnie wieczorem? Proszę. Ja nie mogę u ciebie zostać, muszę czuwać nad tatą.
Krysia przygryzła wargę. Wiedziała z czym to się wiąże.
– Będę musiała powiedzieć babci – skrzywiła się.
– No, chyba czas najwyższy. Będę czekał. – Pocałował ją jeszcze raz.
Krysia patrzyła, jak odchodził, próbując w głowie ustalić, jak najlepiej było poinformować babcię o tym, że zamierzała zostać u niego na noc. Jednego była pewna – to zadanie przerażało ją jeszcze bardziej, niż walka z jakimkolwiek stworem, z jakim miała dotąd do czynienia.

*

– Wiedziałaś? Przez ten cały czas? – Krysia z trudem powstrzymała jęk. Czy babcia naprawdę musiała wiedzieć o wszystkim?
– Przemycałaś go tu przez kilka miesięcy. Nawet głupi by zauważył – mruknęła babcia. – Trochę mi przykro, że mi nic nie mówiłaś.
Krysia przygryzła wargę. Nie wiedziała, jak się tłumaczyć, żeby nie było jeszcze gorzej.
– Bo ja… sądziłam, że będziesz zła – wymamrotała.
– Ale dlaczego? Przez Anię? Przecież wiem już, że się nie spotykali. Dominik to porządny chłopak, jego ojciec to przyzwoity człowiek.
– Miałam raczej na myśli to, że Dominik zostawał tu na noc – przyznała. – Spodziewałam się, że ci się to nie spodoba.
– Matko boska, Krysia, co ty myślisz, że ja się wczoraj urodziłam? Przecież wiem, na czym świat stoi – zaśmiała się. – Ale masz minę!
Krysia była więcej niż pewna, że minę miała niezbyt mądrą. Dała się zaskoczyć babci i na dodatek okazało się, że przez wiele miesięcy dokładała wysiłków, by ukryć coś, czego nie trzeba było ukrywać. Jestem tak samo uprzedzona jak wszyscy tutaj, uświadomiła sobie.
– No dobrze – westchnęła w końcu. – Czyli to nie problem, że zostanę na noc u Dominika dzisiaj? Musi być blisko ojca, bo dopiero wrócił ze szpitala. A poza tym, jeśli to jednak jest zmora, będę niedaleko, żeby z nią walczyć.
W oczach babci nagle zalśniło przerażenie.
– Krysia, nie – odparła. – Jak zmora atakuje tylko jednego człowieka, to się mści. Trzeba to zostawić. Jak wejdziesz jej w drogę, to cię zabije.
– Ale… nie mogę tak po prostu pozwolić, żeby zabiła człowieka!
– Albo zabije ciebie, albo jego – odrzekła babcia stanowczo. – Uwierz mi, zmory nie mszczą sie bez powodu. Ja… mam pewne przypuszczenia, co to za zmora.
– Co? – szepnęła Krysia. – Chcesz powiedzieć, że ją znasz?
– Mam przypuszczenia. – Krysia jeszcze nigdy nie widziała, żeby babcia wyglądała na tak zmartwioną. – Myślę, że to mama Dominika. Wiem, że zmarła niedawno… więc to byłoby możliwe.
Z ust Krysi wyrwał się zduszony okrzyk.
– Skąd wiesz, że zmarła? Utrzymywałaś z nią kontakt?
– Nie do końca. Znam mężczyznę, do którego odeszła. Stary znajomy z Łodzi. Od niego wiem, że zmarła – westchnęła babcia.
– Ale co tata Dominika zrobił jej, że się mści?
– Tego już nie wiem. Wiem tylko, że nie była z nim szczęśliwa. Ale na pewno coś musiało się stać, skoro się mści… dlatego proszę, żebyś uważała.
Krysia miała mętlik w głowie. Czy to było możliwe, że mama Dominika zmieniła się w zmorę? Brzmiało to absurdalnie, ale jednak… jeśli to co mówiła babcia, było prawdą… Bez względu na wszystko, Krysia postanowiła w razie czego walczyć ze zmorą. Pakując się do Dominika, zabrała ze sobą butelkę. Wiedziała, że zabicie zmory było w zasadzie niemożliwe, ale mogła ją złapać do butelki. Nie miała pojęcia, jak tego dokonać, ale uznała, że wymyśli coś na miejscu, jeśli to będzie konieczne.
Dominik uśmiechnął się pogodnie, gdy pojawiła się na jego progu. Było już ciemno, a wiatr wył żałośnie, uginając korony sosen. Ich intensywny zapach unosił się w powietrzu.
– Jesteś – powiedział tylko i zabrał ją do środka.
Ledwie zdążyła musnąć jego usta swoimi, gdy nad nimi rozległo się ciche skrzypienie.
– Słyszałeś to? – szepnęła.
Dominik zmarszczył czoło.
– Ale co?
Nie czekała na odpowiedź. Minęła go i ruszyła schodami na górę.
– Czekaj, mój tata śpi… – zaczął Dominik, ale ona już pchnęła niedomknięte drzwi do pokoju na piętrze.
Zachłysnęła się powietrzem. Na łóżku leżał mężczyzna. Nie wzbudzałby może sensacji, gdyby nie to, że na nim siedział budzący dreszcze stwór. Mysie włosy zwinęły się w strąki i opadału mu na plecy, a chude pęciny skulił pod sobą, przyciskając klatkę piersiową mężczyzny. Ten zaczął się dusić, wówczas zmora, nie odwracając się nawet do Krysi, rzuciła się na jeg szyję.
– Nie, stój! – krzyknęła Krysia, wyciągając pospiesznie butelkę z kieszeni. – Przestań!
Mężczyzna zaczął się dusić. Krysia podbiegła do łóżka i próbowała uderzyć butelką zmorę, ale się zwinnie uchylała. W końcu odwróciła zakrwawioną twarz do dziewczyny i zasyczała przeraźliwie.
Wtedy Krysia uświadomiła sobie jeszcze jedno – ojciec Dominika nie oddychał. Leżał z otwartymi oczami i ustami, ale nie ulatywało z nich powietrze.
– Nie! – zawyła Krysia i zamachnęłą się na stwora w tym samym czasie, gdy on rzucił się na nią.
Uderzyła potwora butelką w głowę przez przypadek, ale osiągnęła zamierzony efekt. Zmora wydała z siebie ogłuszający pisk i nagle zaczęła wirować, wciągana do butelki. Krysia nie mogła się pozbyć wrażenia, że wygląda zatrważająco podobnie do dżina z lampy, którego widziała jako dziecko w Alladynie.
Zatkała czym prędzej butelkę. Dominik stał już przy ojcu – przez cały czas próbował go cucić, ale Krysia wiedziała już, że nie miało to sensu.
– Tato! – jęknął. – Tato, proszę…
Opadła na podłogę, czując, jak opuszczają ją siły.
– Krysia? Dobrze się czujesz?
– Tak – powiedziała przez łzy. – Przepraszam. Ja… nie udało mi się go uratować.
Łzy spłynęły jej po wargach. W ustach miała gorzki smak, który palił nie tylko jej język, ale także – serce.
Krysia już znała ten smak. Smak… śmierci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *