Sprzedane

Pobladłe, ale wciąż widoczne fioletowe siniaki szpecące ciało Wiery mieniły się na spoconej skórze dziewczyny. Nikt nie pomyślał o tym, żeby dać jej coś na przebranie. Wciąż siedziała w białej, poplamionej i porwanej nocnej koszuli, w której tu przyjechała. Jej włosy, mokre od potu, przykleiły się do czaszki. Siedziała na lodowatej posadzce z kolanami podciągniętymi pod samą brodę. Rękoma obejmowała niemal całe swoje ciało.
– Dzień dobry – w drzwiach od salki nagle stanęła wysoka blondynka o łagodnym spojrzeniu – jestem doktor Laura Bauer. Czy dasz radę wstać?
– Tak – Wiera odplątała dłonie i powoli podniosła się na nogi – przyszła mnie pani przepytać?
– Zacznę od tego, że jesteś bezpieczna – dr Bauer uśmiechnęła się do Wiery – nic ci tu już nie grozi. I, tak, jeśli czujesz się gotowa, chciałabym z tobą porozmawiać.
– Dobrze – wymamrotała dziewczyna, siadając na krześle przed stolikiem. Za małym okienkiem, z którego było widać korytarz, Wiera zauważyła mężczyznę. Jej dłonie zacisnęły się stoliku, knykcie pobielały.
– Wszystko w porządku? – dr Bauer obróciła się zaniepokojona w stronę okienka, po czym zrobiła poirytowaną minę – przepraszam cię, już go wyganiam.
Gdy kobieta wróciła do stolika, mężczyzna zza okna zniknął. Wiera odetchnęła.
– No, dobrze. Zacznę od przeprosin, że musimy rozmawiać w tak nieprzyjemnym miejscu – westchnęła – ale niestety takie są przepisy. Nazywasz się Wiera Kroszenko, tak?
– Tak.
– Ile masz lat?
– Dwadzieścia – wyszeptała Wiera.
Dr Bauer pomyślała o swojej córce, która także miała 20 lat. Po jej plecach przebiegł dreszcz.
– Obawiam się, że dalej będziesz musiała mówić sama – kobieta uśmiechnęła się przepraszająco – gdybyś uznała, że potrzebujesz tłumacza, to po prostu powiedz. Wyjaśnij mi proszę, jak znalazłaś się w tej sytuacji, kiedy się to wszystko zaczęło i jak.
– Zaczęło się sześć lat temu – głos Wiery stał się dziwnie beznamiętny – jakoś krótko po czternastych urodzinach. Rodzice uzbierali wakacje w Kalifornii i zabrali mnie z bratem na wycieczkę. Byliśmy w aquaparku. Rozmawiałam i bawiłam się z bratem w wodzie, ale on potem wyszedł i zostawił mnie samą. Gdy w końcu ja też wyszłam z basenu, zaczepił mnie jakiś mężczyzna, twierdząc, że mama i tata mnie szukają. Szybko pobiegłam we wskazane przez niego miejsce… no i… zabrali mnie. Było ich bardzo dużo. Bałam się. Powiedzieli, że jeśli zacznę uciekać, to zrobią krzywdę mojej rodzinie.
Dr Bauer zmuszała się do patrzenia na Wierę, ale to było coraz trudniejsze. Twarz dziewczyny bladła z każdym wypowiadanym przez nią słowem.
– Najpierw długo byłam w podróży. Karmili mnie, dawali mi kosmetyki, których nie umiałam używać. Krzyczeli na mnie tylko, jak płakałam. Gdy w końcu trafiłam we właściwe miejsce – nie wiem, gdzie to było, ale było tam bardzo ciepło – przenieśli mnie na duży statek, gdzie pod pokładem było kilka innych dziewczyn takich jak ja. Spałyśmy tam razem na materacach. Następnego dnia przyszli do nas z białymi, prawie przezroczystymi sukienkami i kazali nam się w nie ubrać. A potem nas stamtąd wyprowadzili.
– Na aukcję – wyszeptała lekarka.
– Tak – oczy Wiery zaszkliły się, ale nie popłynęły z nich łzy – byłam druga w kolejce. Sprzedawali same dziewice. Byłam najdrożej sprzedaną dziewczyną, gdy mnie sprzedali… gdy mnie sprzedali, krzyknęli „Sprzedane!”. Kupił mnie jakiś starszy mężczyzna, nie wiedziałam, jak ma na imię ani skąd jest. Posadzili mnie koło niego, a ja płakałam. Strasznie, strasznie płakałam. Ale jemu zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać. Wieczorem zabrał mnie na swój jacht i zamknął pod pokładem. Miałam wrażenie, że płynę bardzo długo. Kiedy w końcu mnie wypuścił, byliśmy już w dużo chłodniejszym miejscu. Wsadził mnie do auta i wiózł przez kilka godzin pośród zielonych, górzystych terenów. Po jeden z mijanych tabliczek z nazwami miast domyśliłam się, że muszę być w Austrii. Nie tak daleko Ukrainy.
Wiera na chwilę przerwała, zaciskając usta. Dr Bauer natychmiast wyciągnęła dłoń i położyła ją na ręku dziewczyny.
– Jesteś bardzo, bardzo dzielna – powiedziała z otuchą – jeśli potrzebujesz przerwy…
– Nie – rzuciła Wiera – nie, chcę to skończyć. Ten mężczyzna kupił mnie dla swojego syna. W domu zabrał mnie do jakiejś skrytki w piwnicy, gdzie wszystko było dla mnie naszykowane – materac na podłodze, miska – jak dla psa… i on. Kazał do siebie mówić König, ale wiem, że miał na imię Finn.
– Czy o nim mówisz? – lekarka wyciągnęła z teczki duże zdjęcie ciemnowłosego mężczyzny w wieku około trzydziestu lat.
Wiera patrzyła się przez kilka sekund na zdjęcie, po czym odwróciła się i zwymiotowała na podłogę pod stolikiem. Dr Bauer podniosła się natychmiast.
– Nie przejmuj się, zaraz kogoś zawołam – wyszeptała, po czym wyszła z pomieszczenia.
Wiera oddychała przez usta, starając się wydłużyć oddech. Zamknęła oczy i skupiła się na przepływie powietrza w ciele: najpierw wchodzi przez usta, spływa do gardła, do płuc, które nadmuchują się pod jego wpływem jak balony. Następnie płuca wiotczeją, powietrze wraca do tchawicy, stamtąd wędruje do ust i wydostaje się na zewnątrz. Wymyśliła sobie to ćwiczenie, żeby odgonić złe myśli już dawno temu. Teraz też pomogło jej się uspokoić.
Dr Bauer pojawiła się w progu, tym razem w towarzystwie sprzątacza. Gdy podłoga była już czysta, a pokój został trochę przewietrzony, lekarka usiadła naprzeciwko Wiery.
– Rozumiem, że poznałaś tego mężczyznę – powiedziała spokojnie.
– Tak – szepnęła Wiera tak cicho, że lekarka musiała odczytać słowa z ruchu jej warg.
– Czy dasz radę mi coś o nim powiedzieć?
Wiera wbiła wzrok w podłogę. Zacisnęła dłonie na kolanach jak na kole ratunkowym.
– Kazał do siebie mówić König. Nie wiem, ile miał lat, ale wtedy… był młody. Siedział ze mną prawie cały czas w skrytce, czasami tylko wychodził do piwnicy, ale nigdy na zewnątrz. Mówił coś do mnie, ale ja bardzo kiepsko znałam wtedy niemiecki, więc nie rozumiałam. Gdy przyjechałam, pierwszego dnia… od razu się zabrał za mnie. Przez długi czas nie miał dość. Płakałam, wyłam, ale jemu to w ogóle nie przeszkadzało. W końcu zaczęłam myśleć, że… – twarz Wiery wykrzywiła się – że on to lubi. Więc przestałam reagować. Wtedy mnie zaczął bić. Żeby krzyczała i płakała.
Dr Bauer była psycholożką pracującą w policji od krótkiego czasu, nie zdążyła jeszcze przywyknąć do koszmarów, z jakimi mierzyły się ofiary. Starała się pozostać spokojna, ale suchość w gardle jednoznacznie wskazywała na to, że zaraz się rozpłacze.
– Myślałam o tym, żeby się zabić – głos dziewczyny był bezbarwny – ale nigdy nie mogłam się do tego zmusić. Cały czas myślałam o bracie, o mamie, że mnie szukają, że chcieliby mnie odnaleźć. Gdyby nie oni, nie przeżyłabym.
Przez chwilę Wiera milczała. Jej twarz zaczęła odzyskiwać normalną barwę.
– Któregoś dnia on zostawił swój telefon, gdy wychodził do piwnicy – wyszeptała – spojrzałam i… nie mogłam uwierzyć. Minęło pięć lat odkąd mnie zabrali od rodziców. Wtedy pierwszy raz spróbowałam uciec. Ale on mnie złapał zanim jeszcze zdążyłam wyjść z domu. Bardzo długo mnie karał. I… zaszłam w ciążę – głos Wiery się załamał.
Dr Bauer przesunęła swoje krzesło tak, aby siedzieć nie naprzeciwko dziewczyny, tylko obok niej. Upewniając się, że nie ma nic przeciwko, chwyciła jej dłoń i zamknęła w swojej. Wiera milczała, z jej nosa kapały łzy.
– Wtedy König przyprowadził inną dziewczynę. Była młodsza ode mnie. Może w tym wieku, co ja, gdy mnie zabrali. Ja już na tyle rozumiałam niemiecki, że wiedziałam, co do niej mówi – i rozumiałam, że jestem już dla niego za stara. Jak urosły mi piersi, to owijał je materiałem, żeby je spłaszczyć – załkała.
Zaczęła się trząść, ale lekarka nie była pewna czy może ją objąć.
– Kiedyś się wściekł i pobił mnie, bo zaczęłam bronić tej dziewczynki, zasłaniać ją swoim ciałem. Poroniłam. Kiedy ja leżałam i wyłam z bólu, bo to… tak strasznie bolało… znowu się mną zainteresował. To było gorsze – wymamrotała – gorsze od wszystkiego. Ale wtedy ta dziewczynka… nie wiem dlaczego… rzuciła się na niego. I zaczął ją bić. Umarła jeszcze tego samego dnia.
Dr Bauer dyszała, jakby przebiegła maraton. Trzęsła się nie mniej niż Wiera.
– Przez kilka dni König nie wracał do skrytki. Jak wrócił, to skoczyłam na niego. Nie miałam dużo sił, ale uderzyłam go przypadkiem w gardło… zaczął się dławić. Nie myślałam za dużo, po prostu zaczęłam go dusić. Uderzył mnie, kopał mnie… ale wytrzymałam ból tyle razy, że teraz też się udało. W końcu przestał oddychać. Uciekłam z tego domu. Udało mi się dostać do miasteczka i znaleźć komisariat policji. Ale… tam pracował jego ojciec.
Wiera zagryzła wargi.
– Zabrał mnie do domu. Chyba chciał mnie zabić, ale może nie potrafił…. Zamknął mnie w piwnicy. Przynosił czasami jedzenie i picie. Zabrał ciało Königa, tak samo jak wcześniej zabrał tą dziewczynkę. Czułam się już lepiej, bo nie krzywdził mnie. Próbowałam uciec, ale nie mogłam wyjść z domu. Po jakimś czasie nauczyłam się otwierać piwnicę. Chodziłam po pokojach, jak szedł do pracy, wykradałam trochę jedzenia z lodówki, korzystałam z wanny… Któregoś dnia pod drzwi przyszedł listonosz. Napisałam na kartce „HILFE” i wsunęłam ją pod drzwi. No i…
– I jesteś tu – dr Bauer uśmiechnęła się – posłuchaj, Wiero, będę potrzebowała, żebyś to wszystko powtórzyła jeszcze raz, gdy przyjdą policjanci. Wiem, że ten, który cię najpierw przesłuchiwał, nie pozostawił najlepszego wrażenia po sobie, więc obiecuję, że nie będzie już tu przychodził. Czy tak może być?
-Tak – głos Wiery był już troszkę mocniejszy.
– Dobrze. Mam też dla ciebie dobre… bardzo dobre wieści – dr Bauer uścisnęła jej dłoń – gdy wyszłam poszukać kogoś z mopem, przekazano mi, że zjawili się już Twoi rodzice i brat. Czy chcesz ich zobaczyć? Mogę ich wezwać nawet teraz.
Serce Wiery zabiło mocniej. Zacisnęła usta.
– Tak, proszę – jej głos znowu stał się cichy, ale w oczach po raz pierwszy zabłysnęła nadzieja.
Kilka minut później za okienkiem sali przesłuchań stanął młody mężczyzna – miał jasne włosy, piegi, był wysoki, wyższy niż pamiętała Wiera. I miał te same oczy co ona.
Kiedy wszedł do pomieszczenia, poczuła lęk, że jest jej obcy, że już go nie zna. Po chwili odszukała oczami jego spojrzenie i poczuła ulgę, że mimo tego ma teraz szansę go poznać na nowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *