Wspomnienia bibliotekarki – część II

Popołudnie zaczęło powoli przechodzić w wieczór, a czas zamknięcia biblioteki zbliżał się nieuchronnie. Upał nie daje się tak odczuć w bibliotece, więc aktualnie raczej niechętnie stąd wychodzę. Zerkam znużonym wzrokiem na drzwi, które dziś ani razu nie zostały otworzone. Nikt dziś nie przyszedł do biblioteki – jest ostatni dzień szkoły i wszyscy, nawet Helena, która uczy się w szkole nieopodal i przychodzi niemal codziennie, myślą o czymś innym niż zakurzone regały pełne nieciekawych książek.
Właśnie kończę rozwiązywać kolejną krzyżówkę, gdy nagle do biblioteki wpada trochę ciepła. Ktoś stoi w drzwiach.
– Dzień dobry – podnoszę się i uśmiecham.
Najpierw jej nie poznaję, ale po chwili zerka na mnie znowu zielonymi oczami i przypominam sobie – to koleżanka Heleny. Kiedyś tu była z moją stałą czytelniczką.
– Przyszłam wypożyczyć to – podaje mi na ladzie listę lektur maturalnych. Czytam ją pospiesznie, ale chyba wszystkie pozycje mam, więc kiwam głową i ruszam pomiędzy regały.
Gdy schylam się po kolejne z grubych tomiszczy, słyszę, jak drzwi do biblioteki skrzypią ponownie. Wpada trochę słońca, przez co widzę kurz unoszący się w powietrzu. Nie ma to jak stare, dobre roztocza.
– Dzień dobry – odzywa się męski głos. – Jest bibliotekarka?
Na chwilę zapada cisza.
– Pani Kasia poszła poszukać dla mnie książek. Na pewno zaraz wróci.
Przesuwam się pomiędzy regałami, żeby mieć lepszy widok na kontuar. Koło Jii stoi wysoki, ciemnowłosy chłopak, którego chyba nigdy wcześniej tu nie widziałam. Uśmiecha się do niej w ten charakterystyczny sposób – takim uśmiechem, który widziałam już na ustach wielu młodzieńców w podobnej sytuacji.
– Jak się nazywasz?
– Jia – dziewczyna wbija wzrok w buty, doskonale udając onieśmielenie. Nie pyta go o imię. Jestem pod swojego rodzaju wrażeniem – rodzice ją świetnie wytresowali.
– Ładnie. Ja jestem Robert. Mieszkasz w okolicy?
– Powiedzmy – odpowiada zdawkowo, wciąż nie podnosząc wzroku.
Robert trochę blednie. Najwyraźniej jest przyzwyczajony do tego, że na ogół robi lepsze wrażenie. Nie dziwi mnie to szczególnie.
– Chodzisz do szkoły?
– Tak, do tej zaraz na rogu – powiedziała – a ty?
Zaczęła się łamać. To robiło się coraz ciekawsze.
– Jestem z innej dzielnicy, ale w mojej bibliotece nie było tego, czego szukam. Podobno tu jest ta książka.
– Rozumiem – odpowiada, zerkając na niego szybko i ponownie opuszczając oczy.
Robert wydaje się oszołomiony tym spojrzeniem. Nagle krzywi się i przykłada dłoń do buzi.
– Kurcze, chyba mi coś wpadło do oka – mówi.
Unoszę mimowolnie brwi. Przysięgam, że jeśli teraz powie „to byłaś ty”, to wybuchnę gromkim śmiechem. Ten tekst był oklepany jak stary wierzchowiec nawet za czasów mojej młodości.
– Pomóc? – pyta Jia, natychmiast ponosząc wzrok.
– Byłbym wdzięczny – odpowiada Robert głosem człowieka cierpiącego prawdziwe katusze.
Przez chwilę Jia zagląda mu do oka, delikatnie dotykając opuszkami palców jego twarzy. A to spryciarz. Nieźle to sobie gagatek wymyślił.
– Chyba już nic nie ma, bo nic nie widzę – mówi w końcu – teraz masz pewnie już tylko podrażnione oko.
– Skoro tak twierdzisz, to musi tak być – uśmiecha się zawadiacko.
– A ty… – ku mojemu zdumieniu, Jia rzuca mu spojrzenie spod rzęs – też chodzisz do szkoły?
– Tak, w przyszłym roku będę pisać maturę.
– Ja też! – uśmiecha się, a Robert przez chwilę wygląda, jakby miał zgubić oczy z wrażenia. – Przyszedłeś pewnie po jakąś lekturę?
– Tak – odpowiada, przysuwając się do niej nieco bliżej pod pozorem sprawdzenia jej listy lektur – i widzę, że ty też. Może miałabyś ochotę na jakieś lody potem?
Ha, i proszę. Młodzieńcza miłość potrzebuje dosłownie pięciu minut na wykiełkowanie z nasiona, którego jeszcze kilka chwil temu nawet nie było.
– Chyba nie powinnam. Mama będzie zła – Jia znów spuszcza wzrok, wracając do pierwszej taktyki – ale możesz mnie odprowadzić, jak masz ochotę.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Nie musiałam nawet słuchać jego odpowiedzi.
Oczywiście, że będzie miał ochotę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *