Wspomnienia bibliotekarki – część I

Lubię zapach książek – na szczęście, w innym wypadku chyba nie zniosłabym pracy w bibliotece. Lubię spędzać całe dnie wyłącznie w towarzystwie książek, chociaż akurat te, których z konieczności strzegę, nikt nie chce czytać.
– Dzień dobry – odzywa się głos za moimi plecami. Poznaję go od razu, ale z uprzejmości odwracam się do gościa.
– Cześć Helenko – mówię, przywołując na twarz ciepły uśmiech. Czuję, jak pomarszczona skóra wędruje wokół moich ust.
– Mogę sobie jak zawsze poczytać?
– Jasne. Między działami o geografii i ekonomii nikogo dziś nie było.
– Dziękuję, pani Kasiu. To już ostatni raz. Jutro otrzymam wyniki matur – wzdycha Helena, po czym znika za regałami pełnymi książek.
Helena Trojańska to uczennica szkoły, przy której stoi biblioteka. Jest to jedyna uczennica, która faktycznie przychodzi tu czytać – a nie na potajemne schadzki czy na papierosa. Zawsze przychodzi z własnymi książkami, które czyta w skupieniu, oparta plecami o jeden z regałów. Robi tak czasami po szkole, a czasami, gdy ma przerwę pomiędzy lekcjami. Kilka razy przyszła tu ze swoją przyjaciółką, Jią, drobną blondynką o nieśmiałym spojrzeniu. Jia jest jedną z osób, które przychodzą tu na schadzki, ale Helena chyba o tym nie wie.
Początkowo, gdy zaczęłam pracować w tej bibliotece, zdziwiło mnie to, jak wielu ludzkich sekretów stałam się strażniczką – tak jakby po przekroczeniu progu tej sali pełnej książek zapadała zasłona milczenia. Nie chodziło tylko o różne rzeczy, jakie się tu działy, ale także o zwierzenia, których często padałam ofiarą. Z nieznanych mi przyczyn, wiele osób uznawało, że bibliotekarka jest osobą, której można się zwierzyć z najróżniejszych życiowych trosk i żali.
Rozmyślam akurat na temat mądrości Seneki (udało mi się ostatnio zdobyć egzemplarz jego „Myśli”), gdy drzwi do biblioteki skrzypią przeraźliwie, oznajmiając przybycie kolejnego gościa. Mimowolnie marszczę czoło. Dwie osoby naraz, nie licząc mnie, to już w zasadzie tłum jak na standardowe możliwości tego miejsca.
Przy moim biurku stoi wysoka, tęga kobieta o zapuchniętych oczach przepełnionych łzami. Jej spojrzenie błądzi po zakurzonych książkach, które kryją się w słabym świetle równie słabych żarówek. Kątem oka widzę, że Helena przemyka pomiędzy regałami i wychodzi na zaplecze, skąd pewnie wyjdzie tylnym wyjściem na zewnątrz. Wnioskuję z tego zachowania, że ta kobieta musi być jej nauczycielką.
– Tak? – uśmiecham się do zapłakanej kobiety.
– P-przyszłam wypożyczyć k-książkę – udaje jej się wydusić z trudem.
– Jaką?
– Niech mi pani powie jaką, chyba za to pani płacą – głos kobiety wciąż drży, ale teraz jest skrzekliwy i nieprzyjemny.
– Nie czytam w myślach – unoszę brwi, pilnując uśmiechu na twarzy.
Kobieta krzywi się, a z oczu spływają jej kolejne łzy. Jestem pewna, że nigdy wcześniej jej nie widziałam.
– Czy mogę pani jakoś pomóc? Może chce pani porozmawiać?
Odwracam się i gestem ręki wskazuję kobiecie drzwi na zaplecze. Pozwalam jej ruszyć przodem. Stąpa w twardy, mocny sposób, charakterystyczny dla osób, które lubią zaznaczać swoją władzę. Trzyma głowę wysoko uniesioną. Z pozoru wydaje się antypatyczna, ale staram się jej nie oceniać przez pryzmat pierwszego wrażenia. Tego, między innymi, nauczyło mnie życie pośród książek – szpetna okładka może kryć w sobie cenną opowieść tak samo, jak piękne zdobienia coś niebywale nudnego.
– Proszę – mówię, stawiając przed nią kubek. Zaplecze biblioteki jest może małe i skromne, ale przytulne. Gdy nalewam do kubka kawy z bardzo starego ekspresu przelewowego (notabene, zdobywanie filtrów do tego ekspresu jest w aktualnych czasach nie lada wyzwaniem), zauważam, że jej łzy już nieco przyschły, a ona sama zdaje się już być bardziej spokojna.
– Dziękuję – mamrocze, wysiorbawszy z kubka nieco parującej kawy – sama nie wiem, czemu tu przyszłam… lubiłam tą bibliotekę jako młoda dziewczyna. Dawno mnie to nie było. Ale pani wciąż tu pracuje.
Zacisnęłam usta. Ta postawna kobieta nie kojarzy mi się z nikim, choć pracuję tu już od niemal trzydziestu lat i znam doskonale stałych bywalców. Nagle jej małe, czarne oczy spoglądają prosto w moje i przypominam sobie.
– Asia Trzask? – pytam, w zasadzie retorycznie, bo jestem pewna jej odpowiedzi.
– Tak – kiwa głową i uśmiecha się w zimny, trochę straszny sposób – wciąż Trzask. Nawet w wieku lat pięćdziesięciu.
I znowu wybucha płaczem. Zasłania twarz dłońmi o nieco pożółkłych palcach i wysuszonej skórze. Przypomina mi się wówczas, że Asia paliła papierosy. Najwyraźniej nałóg przetrwał z nią przez te wszystkie lata.
– Pani Kasiu, jestem taka samotna – wychlipuje – dzieci mnie nienawidzą… ja też już nie mogę na nie patrzeć.
Kiwam głową ze zrozumieniem. Pamiętam Asię doskonale – mrukliwa dziewczyna o smutnym spojrzeniu, nogach i rękach wiecznie usianych w siniakach. Martwiłam się wtedy o nią, kilka razy nawet wezwałam jej rodziców na rozmowę, ale niewiele to pomogło.
– Dziewczynki z moich klas mówią na mnie Baba – szepcze, wbijając uparcie wzrok w resztkę kawy w kubku – nienawidzą mnie. A ja się tak starałam, żeby mnie polubiły. Teraz dostałam następną klasę i cała historia zaczyna się od nowa. Ja wyciągam do nich dłoń, a one ją odtrącają. Stosuję się do wszystkich wytycznych w podręcznikach pedagogicznych.
– Masz z nimi godziny wychowawcze? – pytam, widząc, gdzie prawdopodobnie leży problem.
Asia kiwa głową. W jej oczach znowu lśnią łzy.
– Zapytaj się ich kiedyś, o czym chcą pogadać. Nie narzucaj im niczego. Dowiedz się, co je trapi, co im się podoba, a co nie – doradzam jej – a potem wykorzystaj to w komunikacji z nimi. I bądź sobą, Asiu. Zawsze byłaś taka miła. To naprawdę nie jest trudne. Podręczniki pedagogiczne na pewno są bardzo przydatne, ale nie zastąpią przyjaźni i otwartości.
Asia przez chwile wpatruje się we mnie zdumiona, ale po chwili na jej twarzy pojawia się cień uśmiechu. I choć słaby, to wiem, że jest szczery.
– Spróbuję – odpowiada Asia już nieco mocniejszym głosem – nic się pani nie zmieniła, pani Kasiu. Wciąż stoi pani na straży dobra.
– Ktoś musi – wzruszam ramionami.
To po prostu kolejny dzień z życia bibliotekarki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *